Zielona, nie burgerami słynąca, Góra
Bawiąc weekendowo w Zielonej Górze, nie mogłem odmówić sobie przyjemności przetestowania miasta pod kątem burgerów.
Początki były trudne – miasto okazało się śniadanioodporne – pomimo długiego spaceru w okolicach Starego Rynku nie odnalazłem nigdzie przybytku który by chciał zaspokoić pierwszy głód po ciężkiej nocy ;) Wędrowałem z Foursquarem w ręce tak długo, aż nie skusił mnie wielki baner zawieszony na reprezentatywnie wyglądającym Centrum Handlowym Grafitt.
A więc do dzieła:
NOBO BISTRO
Knajpa na pierwszy rzut oka nowoczesna, wysmakowany design, duża przestrzeń, w letnie dni możliwość degustacji na zewnątrz i wygodne siedzenia, czyli wszystko na miejscu.
W tak zwanym między czasie pora śniadaniowa minęła bezpowrotnie – z radością więc pominąłem je w menu kierując wzrokiem w stronę burgerów.
Wybieram zestaw z Kac Burgerem (20 zł, solo 18 zł), lecz mimo zapewnień zapisanych na reklamie steków, obsługa nie raczyła zapytać o stopień wysmażenia mięsa – żółta kartka po raz pierwszy!
Burger prezentuje się godnie, obowiązkowy szpikulec z “flagą logo” i intrygujący kształtem talerz pod nim.
Bułka choć wygląda apetycznie to dopiero ichniejszy fanpage naprowadza mnie, że posypka to czarnuszka.
Za to w smaku bułka stara, lekko za mała w stosunku do objętości skladników w skrócie 'wiór buła’.
Żorżowym® sposobem ściskam bugsa i czekam na spłynięcie tłuszczu, który ochoczo i w niemałej ilości zaczyna ściekać – zagadka przeznaczenia wklęsłego talerza rozwiązana. Razem z tłuszczem wypłynąć musiał sos, na początku było go dużo ale bugs jest teraz suchy, wbrew nazwie na kaca się nie nadaje..
Samo mięso grubo mielone, niestety zostawia po przeżuciu niespodzianki. Wtedy właśnie eureka! Zrozumiałem na czym polega problem suchości burgera – to zwykły błąd w sztuce przygotowania klasycznie idealnego: położona na sałacie salsa jest mdła, nie łamie smaku mięsa i przede wszystkim od razu wypływa z pomiędzy tejże.
Faul i druga żółta kartka.
Leżącego, sfaulowanego dobił drugi element zestawu – przesolone frytki. Cóż, nie miałem kaca a teraz ciągnie mnie na klina…
BURGER HOUSE
Mały lokalik w dalszej okolicy dworca. Pierwsze co się najbardziej rzuca w oczy, to brak “obowiązkowego” w tego rodzaju przybytkach, wielkiego menu kredą na ścianie. W zamian przemiła kelnerka od wejścia już oferuje karty i czeka na zamówienie…
Równie miłym akcentem jest uprzedzenie o czasie oczekiwania, niekrótkim przecież w tej branży..
Decyduje się na ofertę specjalną: Włocha. Wołowina, mozzarella, rukola, pomidor, czerwona cebula,sos balsamico z miodem. Poza tym suchość, suchy i suchoty.
Drobno mielone mięsko, wijąca sie mozzarella i beznadziejna słodkość sosu. Dla mnie Włochy to dominanta pomidorów albo czosnku a nie miodu z serem pasującym do pizzy!! Niemniej nie ma co zbytnio narzekać, taka jego natura. Za to bułka duża, miękka ale nienasiąkająca sosem – duży pozytyw.
Frytki tradycyjne, poprawne. Ogólnie dużo lepiej i milej niż u konkurencji.
Zielonogórskie burgery surowej ocenie poddał, a także sfotografował Brat Jarosław.
Nobo Bistro, ul Bohaterów Westerplatte 24, Zielona Góra. MAPA
Burger House, ul Kazimierza Wielkiego 6/1, Zielona Góra. MAPA



