Zapiekanki ze Skawiny, czyli Ania testuje specjalnie dla nas!
Dzisiaj kolejny wpis od zaprzyjaźnionej blogerki. Tym razem Ania, autorka blogów Dania Kontra Ania, gdzie poczytać możecie o jej potyczkach z restauracjami (głównie krakowskimi) oraz Ania Kontra Dania, gdzie z kolei zamieszcza wspaniałe przepisy, postanowiła podzielić się z Wami swoimi wrażeniami ze Skawiny, gdzie jadła miejscowy fast food w postaci zapiekanek. Ciesząc się, że piszą dla nas najlepsi zapraszam do lektury:

Już po kilku minutach wszelkie wątpliwości zostały rozwiane. Do niepozornej budki podchodziły nowe osoby w średnio dwuminutowych odstępach, całymi rodzinami, parami i samotnie; podjeżdżały samochodami, motocyklami i rowerami. Mało tego – prosiły o pięć, dziesięć, a nawet dwadzieścia zapiekanek. I odjeżdżały z wielkimi kartonami, albo posilały się na miejscu siedząc na swoich motocyklach lub na ławkach obok budki.


Moim zdaniem porównywanie zapiekanek jest trochę jak porównywanie pizzy – aby zrobić to porządnie i sprawiedliwie, należy porównywać ten sam zestaw składników, bo to przecież od ich kombinacji wiele zależy. O ile jednak w przypadku pizzy możemy mieć do czynienia z bardzo różnymi rodzajami ciast, o tyle w przypadku zapiekanek sprawa wydaje się znacznie prostsza. Ja nie miałam możliwości zjeść skawińskiej zapiekanki w mojej ulubionej odsłonie, dlatego oszczędzę sobie porównań. Powiem za to, że była smaczna, ale czy warto dla niej wsiąść w auto i przejechać kilkanaście kilometrów? Nie sądzę. No i na koniec pytanie, które nasunęło mi się, gdy zobaczyłam ową reklamę na budce: są to „najlepsze zapiekanki w mieście”, bo są najlepsze, czy dlatego, że są jedyne?
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.



