Dziś znowu streetowo. Ciągniemy temat zapiekanek. Były krakowskie, pora na warszawskie. A będą jeszcze kieleckie, a co! Dzisiaj kolejna recenzja lorraine, która po belgijskich frytkach zapragnęła zapiekanki. A jak się kobiecie zachce to nie ma zmiłuj. No więc poczytajcie:
O zapiekankach w Lunch Barze przy ul. Płockiej 14 dowiedziałam się przy okazji konkursu Gazety Wyborczej na najlepszą knajpę. W tym roku była po raz pierwszy również kategoria Warszawska Pyza, czyli najlepszy Street Food. W pierwszym etapie internauci zgłaszali swoje propozycje. Całe szczęście, bo choć to blisko moich rodzinnych okolic to sama nie weszłabym do środka. Prosty pawilon z napisem „Lunch Bar” nie zachęca.
Byłyśmy tam jednak z siostrą w konkretnym celu – zjedzenia pysznej zapiekanki, także w miarę bez lęku wkroczyłyśmy do środka. W środku lokal wygląda o wiele lepiej niż z zewnątrz. Jest czysto, jasno, na ścianach dużo zdjęć (chyba właściciela?), jakby domowo, stali klienci wpadają po zamówione wcześniej pierogi.
Zamówiłyśmy dwa rodzaje. Ja zdecydowałam się na zapiekankę zwykłą (5zł) , a siostra wzięła z czosnkiem (5,5 zł). Dłuższą chwilę musiałyśmy poczekać i Pan przyniósł nam do stolika zapiekanki. Wyglądały pysznie.
Zapiekanka na drugim planie jest z czosnkiem (granulowany i mocno wyczuwalny), a to coś zielone to suszona zielona pietruszka (na szczęście niewyczuwalna, zieloną pietruchę bowiem darzę głęboką niechęcią).
Obie zapiekanki były znakomite, świeża bagietka przekrojona na pół, na to pieczarki starte na plasterki, ser żółty i ketchup. Wszystkich składników było ułożone odpowiednio dużo. Całość została podgrzana w piecyku (żadnej mikrofali), bo bagietka była mięciutka w środku i chrupiąca na zewnątrz, a przy tym nie raniła podniebienia zbytnią twardością. Pieczarki podgrzane, ser rozpuszczony jak należy. Ketchup nie był z gatunku tych najgorszych (w kwestii ketchupu jestem wymagająca, nie znoszę tych wodnistych, podłych cieczy które nawet nie leżały koło pomidora), pasował do całości. Idealny czas podgrzania, bo całość zachowała wilgotność i nawet końcówki bagietki nie były wyschnięte i twarde i dawały się zjeść z przyjemnością.
Ze mnie jest dziecko urodzone w socjalizmie, więc sentyment do zapiekanek z pieczarkami tkwi we mnie głęboko. Ta była pyszna w swej absolutnej prostocie, w dziedzinie zapiekanek chyba nie można osiągnąć więcej. Smakowała mi o wiele bardziej, niż sławne zapiekanki w Okrąglaku w Krakowie, ale to inna historia.
Znakomita, klasyczna przekąska za nieduże pieniądze, miło kojarząca się z dzieciństwem, mogę gorąco polecić.
Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.