Warszawa na kółkach, czyli burgery, zapiekanka i kawa z food trucków
Kultura street food coraz śmielej wkracza do Polski. Mimo walki z absurdami urzędniczymi (pozwolenia, odbiory etc.) maniacy ulicznego jedzenia dostają coraz więcej możliwości zaspokojenia swoich potrzeb. Przy okazji Urban Marketu mieliśmy okazję zobaczyć i spróbować pyszności oferowane w specjalnie do tego celu urządzonych samochodach. Świetny patent, szkoda tylko, że ograniczany przez przepisy – w Nowym Jorku jeździ ponad 1800 (!!!) foodtrucków i nikomu to nie przeszkadza. Stają po prostu gdzieś na ulicy, a ludzie mogą sobie podejść i zamówić jedzenie lub picie. Mam nadzieję, że i u nas będzie to coraz powszechniejsze, bo pomysł świetny, a jak mogliśmy się organoleptycznie przekonać, prowadzą takie biznesy zapaleńcy, którzy w to co robią wkładają całe serce i duszę. My kibicujemy takim rozwiązaniom i szczerze polecamy jedzenie i kawę tam serwowane. Jako pierwszy odwiedziliśmy
Ekipa serwuje kilka rodzajów hamburgerów. Chłopaki dwoili się i troili by nadążyć z nakarmieniem czekających wokół głodomorów, co chyba najlepiej świadczy o jakości serwowanych przez nich kanapek.


Nasz wybór padł na Chili (12 zł) i Mexican (14 zł). Po kilku minutach podpatrywania artystów przy pracy odebraliśmy swoje kanapki i odeszliśmy na bok celem spożycia.
Chili: jest ostry. Zawdzięcza to zarówno sosowi chili, jak i temu, że burger grillowany był razem z papryczkami. Grillowana bułka (klasyczna sezamowa) kryła w sobie soczyste mięso wołowe, wysmażone jak należy, czyli ścięte z wierzchu i różowe w środku, wspomniane papryczki jalapeno, sałatę, pomidora, czerwoną cebulę. Jeśli chodzi o pieczywo to możemy wybierać między jasnym a ciemnym. Hamburger okazał się fantastyczny. Mięsa mniej niż w Barn Burgerze, bo „zaledwie” 150 g, ale cena też jest odpowiednio niża. Wołowina pierwszoklaśna, soczysta i dobrze doprawiona, pozostałe składniki dobrane perfekcyjnie. Wszystko do siebie pasowało i dawało dużo radości podczas jedzenia.


Mexican: nie ma zmiłuj. Jedna ze smaczniejszych kompozycji. Oprócz 150 g wołowiny w bułce znajdziemy awokado, sos chili, śmietanę, sałatę i czerwoną cebulę. Ten burger też jest pikantny, ale śmietana i awokado nieco tę ostrość łagodzą. Wszystko soczyste i arcysmaczne. Mruczeliśmy z ukontentowania budząc wesołość przechodzących obok ludzi, niektórzy patrząc na nas też dali się skusić i mruczeli razem z nami. Nic tak nie jednoczy ludzi jak jedzenie :)


Kiedy skończyliśmy jeść burgery, podszedłem do następnego samochodu, by spróbować jednego z moich ulubionych street foodów, czyli zapiekanki.






Właścicielom mobilnych biznesów życzymy wytrwałości w walce z głupimi przepisami – trzymajcie się, bo Wasza działalność jest potrzebna! Street Food Polska trzyma kciuki !!!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.



