Przejdź do treści
Street Food Polska

W tak pięknych okolicznościach przyrody… Qń kebab spożywał

Przejeżdżając tamtędy samochodem trzeba szybko zamknąć okna. Już sam zapach szczypie w oczy i nie pozwala normalnie oddychać.

Zadałem więc pytanie znajomym na swoim FB profilu, czy powinienem tam zjeść „Szambowego Kebaba” – 29 moich „przyjaciół” odpowiedziało TAK !!!

Tylko Fanka Juventusu Turyn napisała „nie zrobię ci tego!” ( Agnieszka, dziękuję).

Postanowiłem pojechać i sprawdzić. Po co ktoś kupuje jedzenie w takim miejscu?

   

Sceneria PORAŻAJĄCA!!!
Zapach totalnie zniechęcający.
Tam nie można wystać, nie wspominając już o konsumpcji.
Menu nieskomplikowane, a ceny niezbyt wysokie, jak na dania widoczne na zdjęciach:

Koło budki zatrzymuje się samochód wywożący szambo (mieszkańców Warszawy i nowoczesnych osiedli proszę o sprawdzenie w Wikipedii do czego on służy), wysiada z niego dwóch panów, podchodzą do budki, składają zamówienie. Zapiekanka dla jednego z mężczyzn, barszczyk (gorący kubek) dla drugiego. Czekam i obserwuję, bo sam na razie boję się zamówić, cały czas szukając odpowiedzi – kto i dlaczego tutaj je ?!

Nagle rozpoczyna się dialog

– Nie lubię tu jeść (pan od Barszczyku),

– Dlaczego? (pan od zapiekanki),

– Nie lubię, bo mi przeszkadza…

Tu pojawia się nutka nadziei, że nie tylko mi przeszkadza ten smród i ta sceneria…

– Ale co ci przeszkadza? (pan od zapiekanki),

– Hałas samochodów…

Zacząłem wierzyć, że to tylko moje urojenia i się czepiam.

Mimo wszystko – zamawiam. Niech będzie na bogato: Kebab z frytkami (14 zł) i sosem. Widzę światełko w tunelu, kręcące się mięso – to pociesza, że jedzenie będzie w miarę świeże (za chwilę okaże się, że nic bardziej mylnego).

Pani zaczyna robić kebab. Z lodówki wyciąga niebieski cudowny plastikowy pojemniczek. I co jest w nim? – mięso! Zawartość pudełeczka zostaje podgrzana, a tamto kręcące się jest chyba tylko wabikiem dla takich idiotów jak ja, którzy uwierzą, że tu coś jest świeże. Pani proponuje, że doda dodatkowo sos meksykański – ja już nie protestuję. Kebab trafia do moich rąk.

   

Parafrazując delikatnie wypowiedź Kominka o jego wizycie w Poznaniu powiem:

Chyba zmienił mi się smak. Nie wiem, może już jestem przesączony snobizmem, rozpieszczony przez drogie restauracje. W każdym razie – no przez gardło mi to nie chciało przejść. Nigdy wcześniej do trzech gryzów kebaba nie wypiłem pół litra herbaty.

Dramat, dramat, dramat ! W mojej ocenie ten kebab to totalny syf. Nie da się tego normalnie zjeść!
Jedynym plusem tego niezwykle obrzydliwego doświadczenia jest to, że człowiek zapomina na chwilę o smrodzie z oczyszczalni ścieków.

Mięso – okropne w smaku, nie potrafię określić czy to baranina, kurczak czy wołowo-cielęce, nie wiem i nie chcę się zastanawiać, smakuje źle i nieświeżo a przyglądanie się mu sprawia że całkowicie tracę ochotę do jedzenia. Mówię to z perspektywy kogoś, kto zjadł naprawdę wiele kebabów.
Sosy – jak dla mnie przypominające te najtańsze z marketów
Surówki – nie będę przeklinać.
Frytki – nasączone głęboko olejem.

Ja już nigdy przejeżdżając tamtędy nie zwolnię, a tym bardziej się nie zatrzymam. I nawet jeśli 1000 osób powie QŃu idź tam – odpowiem NIE!!! Bo to co przeżył mój organizm po wizycie w tej pseudo gastronomicznej budzie nie nadaje się do publikacji.

Żyję nadzieją, że ta budka, podobnie jak wiele podobnych tego typu, zniknie z gastronomicznej mapy Poznania, tak jak znikło Bistro u Ani.

Autorem tekstu i zdjęć jest Qlinarny Qń 

Opisywany lokal na mapie TUTAJ.

Czytaj dalej