Tortilla z tuńczykiem bez tuńczyka i nowa definicja kotleta, czyli Gruby Benek cienko karmi
Udaliśmy się wczoraj do Leclerca celem nabycia kiełbas chorizo. Przy okazji postanowiliśmy wdepnąć do pizzerii należącej do sieci Gruby Benek. Mieści się ona w pawilonach na przeciwko Leclerca, na ul. Massalskiego 8H.
Stoliki na zewnątrz, w środku dwie sale ze stolikami w sumie na 30 osób, bilard i dwa automaty z grami zręcznościowymi. Spory wybór piwa (w tym regionalne) – w sumie świetne miejsce na spotkanie. Pod warunkiem, że nie zamawia się jedzenia. Zapewne w pizzeri powinno się zamawiać pizzę. My jednak chcieliśmy spróbować na początek innych przekąsek. Ale po kolei: córce zamówiliśmy
z dodatkami (2 szt.), czyli serem i salami. Za 4,90 zł (!!!) dostajemy 2 kromeczki z bułki nakryte plasterkiem dwoma plasterkami salami i kawałkiem sera. Za 5 zł?! No ale przynajmniej, jak się potem okazało, jako jedyne podano je gorące.
Bo potem było już tylko gorzej. Ja skusiłem się na kanapkę z menu „Duża kanapka Benka 20 cm”. Jest ich w sumie 6 do wyboru i kosztują wszystkie 9,90 zł. Mój wybór padł na
reklamowanego w ulotce jako kanapkę z: sosem pomidorowym, kotletem mięsnym, serem, sałatą, pomidorem, cebulą i dressingiem. Dressingów jest kilka do wyboru, niestety doczytałem o tym później, a ponieważ nikt nas o nie nie spytał dostaliśmy je wg uznania kuchni. A teraz o samej kanapce: moją czujność powinno wzbudzić określenie „kotlet mięsny”. No bo pod taką nazwą kryć się może przecież cokolwiek. Mimo wszystko, przygotowany byłem na bułkę z solidnym mięsnym wsadem. Przygotowany byłem na kotlet firmowy, bo wszak to sieć i kanapka nazwą nawiązuje do marki. Ale to, co dostałem… Nie, na to zdecydowanie nie byłem przygotowany:
To co na zdjęciu wygląda, jak kawałki grzybów (te ciemne punkty), okazało się być właśnie kotletem. Ale Gruby Benek idzie dalej, wyznacza ewidentnie nowe trendy w kulinariach: nie dość, że oferuje „kotlet mięsny” to jeszcze prawie w proszku. Kawałki mięsa przywodziły na myśl mielonego, ale takiego nie dokońca mielonego, tak jakby w pewnym momencie kucharz stwierdził, że mielić już nie będzie i dokroił trochę mięsa. W sumie w kanapce wylądował nie kotlet, tylko jakieś mięsne odpadki, suche i bez smaku, rozrzucone tak, by pokryć jak największą powierzchnię bułki. Ale nawet to się nie udało – w 2/3 długości kanapki „mięso” występowało, 1/3 pozostała kanapką z surówkami. Bułka typu ciabatta jest duża, to fakt. Ale na litość boską – nie płacę 10 zł za bułkę z kilkoma plasterkami warzyw! Całość oczywiście zimna. Prawie połowę zostawiłem, nie byłem w stanie tego jeść i odradzam stanowczo.
Żona zamówiła sobie
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.



