Przejdź do treści
Street Food Polska

Syryjski kebab rządzi, czyli wizyta w Sami Am Am

Po orgiastycznym Spicy Lamb w Moa Burger, postanowiłem nieco pospacerować po Krakowie. Plan był taki, że dotrę na Kazimierz, gdzie zjem sobie zapiekankę z Okraglaka. Szedłem więc sobie niespiesznie, chłonąc atmosferę młodopolskiego Krakowa na uliczkach, po których spacerowali kiedyś Rydel, Wyspiański, Tetmajer czy Przybyszewski, gdzie historia wisi w powietrzu, a sztuka splata się z życiem. To miasto ma w sobie jakiś stoicki spokój. Nie zauważyłem tej atmosfery „spieszmy się, życie stygnie”, która cechuje np. Warszawę. Ja również uległem magicznemu spokojowi i płynąłem Plantami, a później plątaniną starych uliczek, ożywianych niekiedy dzwonkiem tramwaju.

Nie zauważyłem nawet kiedy dotarłem na ulicę Świętego Wawrzyńca 27, a przed moimi oczami pojawił się szyld „Sami Am Am”. Kebabownię tę wpisałem na listę „odwiedzić koniecznie” po recenzji Ani z bloga Dania Kontra Ania. Chciałem jednak wpaść tam podczas dłuższego pobytu w Krakowie, żeby spróbować kilku dań. Teraz na Kazimierzu miałem zjeść zapiekankę, a kebab planowałem raczej w okolicach Rynku. Skoro jednak już tutaj dotarłem, to zamówiłem

Kebab zawijany w syryjskim chlebie.

Kosztuje on 12 zł. Jeśli chodzi o mięso, to akurat dostępny był tylko kurczak. Sos poprosiłem mieszany. Przesympatyczny właściciel (?) raz dwa przygotował moje danie i po około 3 minutach trzymałem w ręku coś takiego:

Chleb syryjski okazał się być czymś w rodzaju tureckiego lavasa. Cieniutkie i chrupiące ciasto słusznej objętości (całość miała wielkość naprawdę dużego kebaba). Ale najlepsze okazało się być przede mną:

To był zupełnie inny kebab. Powtórzę. Kompletnie inny niż te, które do tej pory jadłem. Niby zawartość ta sama  co gdzie indziej. Dużo mięsa, dużo surówek, warzywa i sosy. A jednak… Jadłem i prawie płakałem z zachwytu. Wszystko za sprawą przypraw. Nie wiem co tam było dodane – raz wydawało mi się, że wyczuwam nutkę cynamonu, raz kolendrę, ale nie zastanawiałem się nad tym zbytnio tylko jadłem, jadłem, jadłem…

Tak doprawionego kebaba jadłem pierwszy raz w życiu i od razu stałem się zagorzałym fanem kuchni syryjskiej. Kurczak mięciutki i świetnie doprawiony, wyraźnie czuć go w smaku. Surówki nie przeszkadzały, a za sprawą świeżych ziół doskonale się komponowały z mięsem. Kiszony ogórek nadawał lekkiej kwaskowatości, a sos mieszany doskonale spinał całość. Mieszany, ale z wyraźnie wyczuwalną ostrością. Sam placek również doskonały – chrupał do końca, nie rozpadał się, „żelazną ręką” trzymał wsad w pełnej zwartości, nie pozwalając sosom kapać, a kawałkom jedzenia wydostać się poza ciasto.

Podsumowując: Sami Am Am to miejsce, do którego wrócę. Kilka dań z menu zaintrygowało mnie bardzo. Mam straszną ochotę spróbować tam wołowiny. No dobra – mam chęć spróbować tam WSZYSTKIEGO. Jeśli będziecie w Krakowie to wpadnijcie tam koniecznie. W środku miejsca mało – 3 stoliki na 3 osoby i 3 miejsca pojedyncze przy ścianach. Ale nawet jeśli mielibyście jeść na stojąco – uwierzcie mi, że warto znieść wszelkie niedogodności, byle tylko spróbować serwowanych tam dań!

Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.

Czytaj dalej