Rybka smaczna, rybka zdrowa, czyli fishburger i tortilla z łososiem w North Fishu
Dzisiaj z dumą prezentuję Wam kolejną nadesłaną recenzję. Tym razem Dawid wraz ze swoją dziewczyną odwiedzili restaurację North Fish. O tym co zjedli i czy warto było przeczytacie poniżej. Ja tylko chciałem raz jeszcze podziękować za nadesłanie tekstu i zdjęć. A teraz zapraszam do lektury:
North Fish zawsze był dla mnie pierwszoligową marką jeżeli chodzi o fast-foody. Paradoksalnie, z tą należącą do kieleckiego koncernu North Food Polska S.A. knajpą zetknąłem się po raz pierwszy na krakowskim rynku, bodaj w 2005 roku. Warto też dodać, że nigdy nie byłem szczególnym fanem sieciówek, nie rozumiałem (i nadal nie rozumiem) fenomenu McDonald’s, KFC i tym podobnych miejsc. Zawsze przyjemniej mi się jadło zlokalizowane, napchane dodatkami wariacje nt. hamburgerów i hot-dogów serwowane przez smutne panie Grażynki w okolicznych budach niż zwiędłe buły pakowane w kolorowe pudełeczka z kretyńskim clownem.
North Fish był zawsze miejscem w którym płaciło się nieco więcej, ale w zamian można było się nacieszyć naprawdę niezłym zestawem obiadowym podanym w 5 minut, lub poprosić o jedną z kilku świetnych kanapek z soczystymi rybkami. Zresztą do dziś pamiętam, że kanapki nazywały się Snekkar, Drakkar oraz Dragon. Niestety, jakiś czas temu, ktoś mądry wpadł na pomysł, że trzeba zrobić małą rewolucję i zmodyfikować menu oraz sposób wydawania potraw. I tym sposobem z menu zniknęły zestawy obiadowe, zaś na ich miejsce wprowadzono system „koryta”. Ot, staje się w kolejce, wybiera się interesującą nas rybkę, którą miła pani kładzie na papierowym talerzyku i później dobieramy sobie dodatki obserwując przy okazji innych klientów, którzy ładują wszystkiego ile wlezie, bo za darmo. Moje ulubione kanapki też zniknęły (przynajmniej z NF w Galerii Echo i Pasażu Świętokrzyskim), a na ich miejsce wprowadzono malutkie i dosyć drogie tortille oraz – to chyba nastąpiło niedawno – fish burgery. I właśnie te dwie pozycje z menu postanowiliśmy wraz z tzw. lepszą połową przetestować i zrecenzować dla Street Food Polska.
W sobotnie południe odwiedziliśmy North Fish mieszczące się w Pasażu Świętokrzyskim. Ze względu na porę, nie musieliśmy stać w kolejce i względnie szybko dostaliśmy swoje zamówienia. Zastanawiałem się nad kanapkami na zimno, ale przyjrzałem się kilku egzemplarzom leżącym na ladzie, ale nie wyglądały zbyt zachęcająco. Zdecydowałem się więc na fish burgera.
Nie musiałem czekać długo, natomiast to co dostałem było – jak na mój gust – zadowalające. Buła kosztuje sporo, bo inwestycja w brzuch uszczupliła moje zasoby finansowe o jakieś 9,50. Co w środku? Dobrze wysmażone paluszki rybne w chrupiącej panierce, sałata, pomidor, ogórki konserwowe, czerwona cebula no i niewielka ilość sosu czosnkowo-majonezowego. Fish burger jest dosyć duży i można powiedzieć, że się nim najadłem. Chociaż i tak chętnie zjadłbym dwa pod rząd, a to dzięki temu, że jestem oddanym fanem ryb. Jeżeli chodzi o doznania smakowe to również czułem się ustatysfakcjonowany. Bułka była ciepła, wkładka hojna i oferująca szereg dobrze wyczuwalnych smaków. Jedyna wada to fakt, że poskąpiono sosu. Chociaż dzięki temu można było cieszyć się smakiem warzyw i paluszków rybnych.
Podsumowując – z mojej strony ocena pozytywna. Jedyną wadą jest cena, gdyby była niższa o 2-3zł to na pewno jadłbym fish burgera częściej.
Opinię na temat tortilli wyda towarzyszka gastro-eskapady:

Na koniec, w tortilli znajdziemy także suszone pomidory, nie było ich zbyt wiele, właściwie przypomniałam sobie o nich będąc w połowie kanapki, stąd nie definiują one jej smaku, jednak są miłym dodatkiem. Tortilla nie jest zbyt duża, nie zaspokoi raczej dużego głodu, można ją potraktować jako przekąskę. Czy warta swojej ceny? Tak i nie. Składniki są dobrej jakości, propozycja inna niż w klasycznym fastfoodzie, dlatego dla odmiany polecam spróbować. Na większy głód jednak nie zda egzaminu.
Autorami zdjęć i recenzji są: PD & DK
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.



