Restauracja Cichy Kącik, czyli prawdziwe domowe jedzenie
Onegdaj znajdował się tam Bar Mikrus. Stopniowo chylił się ku upadkowi, stając się miejscem, gdzie chodziło się już tylko na wódkę i piwo. Mimo wszystko darzyłem to miejsce sentymentem, ponieważ na początku lat 90-ych niejedną przerwę czy zajęcia szkolne spędziłem przy tamtejszych stolikach. Ale… było, minęło. Obecnie zamiast Mikrusa funkcjonuje Restauracja Cichy Kącik. W niedzielę zostałem tam zaproszony na rodzinną imprezę. Ponieważ nie była to „klasyczna” wizyta, więc ta recenzja nie będzie taka, jak poprzednie. Jednak zarówno kuchnia, jak i obsługa zrobiły na mnie jak najlepsze wrażenie, więc podzielę się z Wami kilkoma przemyśleniami, a właściwą recenzje napiszę, kiedy już pójdę tam na wódeczkę i śledzia, bowiem jak się dowiedziałem od osób systematycznie bywających w Cichym Kąciku, śledzie maja ponoć nieziemskie, a i ceny alkoholi zachęcają do bliższego zaprzyjaźnienia się z tym lokalem (45 zł za pół litra dobrej wódki, to jak na restaurację wręcz za darmo).
A więc po kolei: Cichy Kącik mieści się na ulicy Stanisława Konarskiego 3, budynek dobrze widać z przystanku autobusowego na Źródłowej. W lokalu mamy dwie sale, w tym jedna z barem, oddzielone od siebie „półścianą”. Wejścia również są dwa: jedno od strony Konarskiego, z tarasem i parasolami, drugie od strony parkingu na Źródłowej. Nie jestem w stanie podać ustawienia stolików, ponieważ równocześnie odbywały się dwie imprezy, więc stoliki były zestawione. Stoliki i krzesła są drewniane, siedzi się wygodnie. Menu, które było zamówione na tę krótką imprezę nie różni się zbytnio od tego dostępnego w karcie (może poza sałatkami). Jedliśmy więc:
- Rosół z makaronem – uch! Powiem Wam, że ten rosół mnie uwiódł – jeżeli gdzieś w Kielcach można zjeść rosół, który smakuje tak, jak domowy to właśnie w Cichym Kąciku. Uwierzcie mi, w ogóle go nie doprawiałem, ponieważ był tak pyszny, że nie potrzebował już żadnych dodatków! Makaron ugotowany idealnie, całość po prostu mistrzostwo świata! Tak się powinno robić rosół! Polecam bardzo gorąco!
- Drugie danie to zestaw surówek (trzy różne), ziemniaczki opiekane (doskonałe, soczyste w środku, z chrupiącą skórką na zewnątrz) oraz mięsko: filet z kurczaka schab pod musem brokułowym. Mięso podane było w dwóch kawałkach, w formie rożków, napełnionych szpinakiem z dodatkami oraz (drugi) farszem z morelą. Mięso mięciutkie, farsz doskonały, mus z brokułów wręcz zjawiskowy. Mimo nieco wyszukanej formy tego dania, nadal czułem, jakbym jadł w domu!
- Zimne mięsa: schab faszerowany na trzy sposoby: z morelą, musem szpinakowym, musem paprykowym (mój faworyt) oraz pieczony bez farszu. Rewelacja!
- Sałatki: były dwa rodzaje – z tuńczyka i ananasa, bardzo smaczna oraz klasyczna warzywna – tutaj znowu muszę podkreślić smak domowej kuchni – sałatka smakowała bowiem, jakbym sam ją w domu robił.
- Faszerowane pieczarki na gorąco – doskonałe pod wódeczkę.
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.



