Przejdź do treści
Street Food Polska

Powróćmy jak za dawnych lat, czyli fast food z przyczepy

Kiedyś kultowa miejscówka, karmnik głodnych kielczan, miejsce, gdzie wcześniej czy później wylądował każdy, kto chciał zjeść dobrego fast fooda. Bo kilka lat temu byli bogami fast fooda w Kielcach. To były szczęśliwe czasy, kiedy o hamburgerach w wersji gourmet nikt jeszcze w Polsce nie myślał. Ideałem był wtedy burger na bazie gotowego kotleta wypakowany dodatkami na maxa, miał być tani i sycący. I w tejże przyczepie takie hamburgery serwowali. Mój ulubiony to był hamburger cebulowy: bułka sezamowa, kotlet, mnóstwo cebuli świeżej i prażonej, sosy.

A potem było coraz gorzej. Z jednej strony otwierały się konkurencyjne przybytki serwujące podobne jedzenie, wchodził coraz śmielej kebab, który wyparł niemal zupełnie w pewnym momencie inne fast foody, a z Warszawy zaczęły dobiegać nieprawdopodobne historie o hamburgerach, które od podstaw robione są na miejscu, ze 100% mięsa. Po spróbowaniu takiego prawdziwego burgera ciężko było przychylnie spojrzeć na relikty pionierskiego polskiego kapitalizmu fast foodowego. Zresztą obniżając jakość serwowanego jedzenia sami sobie klientów odpędzili. Mowa o przyczepie stojącej koło Szpitala Miejskiego na Kościuszki w Kielcach.

Chodziłem w to miejsce coraz rzadziej, raz, że poziom spadł o połowę, dwa, że miałem już alternatywę w postaci dobrych kebabów, pysznych kanapek w 4Mobiles, zapiekanek itp. Ale ostatnio, w nocy z piątku na sobotę postanowiliśmy cofnąć się w czasie i odwiedzić rzeczoną przyczepę. Zamówiliśmy hamburgera maxa chili (cebulowego nie było) i hot doga maxa.

Hamburger chili: za 6,50 zł dostajemy bułkę z kotletem (gotowym, mrożonym, waga około 70 g), stertą sałatek i sosami. Nawet widelec do niego dają, bo fakt faktem – ciężko go ugryźć, żeby się nie pobrudzić.

Bułka fajna, miękka, jakby na parze podgrzana. Taka klasyczna do bólu, ale fajna. Kotleta natomiast prawie nie czuć. Jest dokładnie pokryty surówkami i warzywami. Znajdziemy tu nie tylko świeżego ogórka i pomidora, ale także np. kiszoną kapustę. Na wierzchu sosy: majonezowy i zaordynowany przeze mnie chili. Na kotlecie dodatkowo warstwa musztardy. Jedząc to mamy dziwne wrażenie, że dostaliśmy kebab, tyle, że z kotletem zamiast mięsem ciętym w paski.

Dopiero pod koniec, kiedy surówki zmniejszają swoją objętość o 2/3 czujemy, że to jednak hamburger. Tak dzieci, takie kiedyś robiło się hamburgery, a kolejki nocą stały po nie 20-30 minutowe.

Zmartwiła mnie jedna rzecz: kiedyś zamawiałem tam fasty z sosem chili, żeby po dojściu do domu być w stanie normalnie wyartykułować usprawiedliwienie późnego powrotu. Po kilku kęsach sos ten miał właściwości magiczne: pociłeś się jak saunie a opary alkoholu wyłaziły z ciebie w tempie ekspresowym. Ten serwowany obecnie jest tylko ostry i to tak nieprzesadnie.

Hot dog max: potrawa, z której buda ta słynęła. Mieli najlepsze pieczywo, świetne parówki i za 6 zł najadałeś się tym jak kebabem.

Teraz kosztuje 7 zł. Bagietka po dawnemu zapiekana jest na grillu, przez co nie namięka od sosów i surówek, pozostaje chrupiąca niemal do końca. Świetna. Parówki takoż bardzo dobre, nie jakieś drobiowe trociny, ale wieprzowe i soczyste. Tyle, że bagietka chudsza o połowę od tej podawanej kiedyś. Ilość surówek skutecznie chroni parówki, trzeba najpierw je zjeść lub, jak ja to robię, zrzucić większość na ziemię. Wtedy daje się bezproblemowo poczuć smak bułki z parówką i piklami. Sosy standardowe – musztarda, keczup, majonezowy.

Podsumowując: idealne miejsce, gdzie przypomnisz sobie dawne czasy. Niedrogo, w miarę smacznie, bezpiecznie (nigdy się tam nie zatrułem!), normalnie, jakby czas cofnął się do lat 90-ych ubiegłego wieku. Ja osobiście lubię raz na jakiś czas wrócić do smaków, które pamiętam sprzed lat. Nie jest to już ten poziom co kilka lat temu, ale sentyment pozostał i czasami tam wracam by z nostalgią powspominać lata durne i młode. Czy polecam? Raczej tylko weteranom nocnych eskapad, którzy przeszli cały szlak bojowy od mrożonek z mikrofali po wypasione slow burgery za 30 zeta i będą w stanie docenić, jak zmieniała się szybka gastronomia.  Kiedyś panie to były fast foody!

Przyczepa stoi obok parkingu Szpitala Miejskiego na Kościuszki, czynna jest 24/7.

Czytaj dalej