Parnik, czyli kawałek Kantonu w Warszawie
Ostatnio dużo było o burgerach, które z tego co czytam w gazetach będą w tym roku passe. U nas na blogu na pewno nie pójdą w odstawkę, ale dziś dla odmiany wrzucam krótką recenzję pierożków. Egon Olsen odwiedził warszawski Parnik i postanowił Wam to miejsce opisać.
Warszawa się zmienia, zwłaszcza kulinarnie. Kuchni etnicznych było sporo, ale generalnie w klimacie restauracyjnym. Tymczasem od jakiegoś czasu pojawia się nowy trend – na razie nieśmiało, ale konsekwentnie, otwierają się w stolicy miejsca oferujące etniczną kuchnię uliczną. Jako pierwsza pojawiła się Babooshka, później Wurst Kiosk, niedawno serwująca świetne placki libańskie ‘La Farine’, a ostatnio dołączył do tego zacnego grona Parnik.
W Parniku dostaniemy zrobione po mistrzowsku kantońskie specjały, czyli dim-sum. Są to pierożki z różnymi nadzieniami (w ofercie jest 10 propozycji włączając wege). Zarówno nadzienie, jak i ciasto jest robione na bieżąco.
Wszyscy kucharze pochodzą z Kantonu i w tym tkwi sukces tego maleńkiego baru. Jest po prostu autentyczny – nie stara się puszczać oka do Polaków serwując coś mającego trafić w nasze podniebienia. Nic z tych rzeczy – robią to co potrafią najlepiej. I wychodzi im to naprawdę świetnie. Oprócz samych dim-sum jest kilka sałatek (5 zł – 8 zł): kim-chi, czy wakame. Dla zmarzniętych są zupy (4 zł – 10 zł) – wszystko domowe i robione na miejscu. Ja polecam kim-chi w bardzo ciekawej wersji, bo pikantno-słodkiej. Naprawdę bardzo ciekawy smak.
Lokal jest mały, w środku znajdziemy kilka stołków barowych, ale to sprawia, że zyskuje on na autentyczności – przypomina mi bardzo Fried Dumplings w nowojorskim Chinatown
czy okienka w Pekinie:
Parnik odwiedziłem w pierwszy dzień funkcjonowania i się zachwyciłem. Zajrzałem wczoraj, po ponad tygodniu funkcjonowania i nie było gdzie wcisnąć palca. Znaczy się warszawiacy, mimo takiej sobie lokalizacji, szybko się przekonali do autentycznych smaków Chin. A właściciele Parnika pokazali, że zamiast kopiować można wyznaczać trendy. A uczciwie trzeba przyznać, że poprzeczkę postawili wysoko.
Parnik, ul. Wolska 50A, Warszawa (w pawilonach) MAPA.
Ceny: 12 złotych/10 szt. (pierożki na parze), 14 złotych/10 sztuk (pierożki smażone)
Tekst i zdjęcia Egon Olsen.



