Panini z rolowanym boczkiem, czyli znowu KanaPka Na Gorąco
Po raz drugi udałem się do kieleckiego lokalu KanaPka Na Gorąco. Po raz drugi zamówiłem panini. Tym razem z rolowanym boczkiem, sosem i serem. Cena promocyjna – 6 zł. Pytanie o sos: ostry, łagodny czy czosnkowy? Wziąłem ostry. Po kilku minutach odebrałem swoją kanapkę i wyszedłem.
[singlepic id=880 w=320 h=240 float=]
[singlepic id=881 w=320 h=240 float=]
Wygląda ładnie, pachnie zachęcająco, jest gorąca – jedzmy. Pierwszy kęs przynosi informację, że pieczywo stostowane jest na chrupko. Ale nie kruszy się, nie odpada – jest dobrze. Zaglądam do środka:
[singlepic id=882 w=320 h=240 float=]
Kanapka ma tylko trzy składniki, ale żadnego tutaj nie pożałowano. Gruba warstwa robionego z pomidorów sosu (żaden koncentrat, przetarte grubo pomidory, można natknąć się gdzieniegdzie na kawałki tego warzywa), dobrze doprawionego ziołami, lekko (dla mnie) ostrego. Na ilość startego sera również narzekać nie można. Soczystego, rolowanego boczku jest tyle, że nie tylko pokrywa dokładnie powierzchnię pieczywa, ale i miejscami wystaje poza brzegi.
Powinno więc być doskonale, ale… nie jest. Czemu? Jadłem i zastanawiałem się, co jest nie tak. Kanapka sycąca, smaczna, ale coś mi tu nie gra. I nagle olśnienie. Sos. Sos pomidorowy jest świetny, ale raczej do panini z pieczarkami lub szynką, boczuś wymaga czegoś innego. Myślę, że gdyby pomidory zastąpić wyrazistą musztardą mielibyśmy małe dzieło sztuki.
Podsumowując: za 6 zł zjemy naprawdę smaczną i sycącą kanapkę. Doskonałe pieczywo, doskonałe składniki w dużej ilości – tylko brak musztardy sprawia, że nie mogę dać temu panini najwyższej noty. Trochę w tym mojej winy, bo nie spytałem o musztardę. A może trzeba było wziąć sos czosnkowy? Pewnie lepiej by pasował. Tak czy siak – ja tam jeszcze wrócę, bo mam chęć na tosty z mięsem.



