Odwiedziny u ferajny, czyli wizyta w Buła i Spóła
Coś czuję, że to będzie dobry rok. Jeszcze w tym roku na burgerach się nie zawiodłem, ba powiem więcej – wszystkie, które jadłem w tym roku bardzo mi smakowały. Czy Buła i Spóła podtrzymała tą passę? Tak. Ale po kolei. Ja tradycyjnie na początek decyduję się na podstawowego burgera Cheese ( 16 zł ) w składzie z: serem, cebulą czerwoną, ogórkiem, sosem hamburgerowym, ketchupem, musztardą no i rukolą :). Sam burger co widać na zdjęciach do najmniejszych nie należy.
O czym warto wspomnieć, to fakt, że chłopaki mocno stawiają na jakość. Z rozmowy z nimi dowiadujemy się, że właściwie oprócz sosów to wszystko inne ( łącznie z bułą ) są produktami ekologicznymi. Także jakościowo jest bardzo dobrze. Teraz przejdźmy do części smakowej. Bułka jest bardzo fajna – moja ulubiona pszenna bułka z ziarnami sezamu na górze. Dobrze zgrillowana nie miała żadnych problemów żeby utrzymać całą zawartość do ostatniego gryza. Dodatki to prawie klasyk, jedynie sałata została zastąpiona rukolą. Wszystkie były jak najbardziej świeże, jednak jak to ktoś powiedział w pewnym znanym filmie „ my jesteśmy normalni, żadnych udziwnień nie będzie „, dlatego jednak zamiast rukoli wolelibyśmy sałatę. Sosy to klasyk, jak ktoś chce sobie dodać troszkę innego smaku, to na ladzie znajdzie tabasco lub sos BBQ. Mi te, które były w środku zupełnie wystarczyły. Sera było również całkiem spoko, do tego fajnie się ciągnął. No i doszliśmy do punktu kulminacyjnego. 150 g mielonego rostbefu, antrykotu i mostku. Doskonałe połączenie mięs. Soczyste, ociekające sokami, dobrze doprawione. Dokładnie takie jak powinno być.
Podsumowując, passa dobrych burgerów trwa. Kolejne godne polecenia miejsce. Ja do nich na pewno wrócę.
Buła i Spóła na Facebook: https://www.facebook.com/bulaspola



