Przejdź do treści
Street Food Polska

Nie taki burger smaczny, jak go malują, czyli wizyta w Lapidarium

Wprowadzeni w świetny nastrój pogodą i pysznymi zapiekankami, postanowiliśmy przed wyjazdem zjeść jeszcze w Sandomierzu obiad. Na Rynku znajdziemy kilka(naście) lokali, jednak naszym celem było polecane mi przez Łukasza „Milu” Lapidarium Pod Ratuszem.

To właściwie pub, nie restauracja, jednak oprócz niezłego wyboru piw można tam zamówić całkiem sporo do jedzenia. Lokal znajduje się w piwnicach, kamienne ściany przyozdobiono plakatami, płytami gramofonowymi i zdjęciami. Mimo iż to piwnica, to dzięki bardzo wysokim stropom nie mamy klaustrofobii. Z głośników sączy się dobry rock, siedzieć można na krzesłach lub zrobionych z palet „sofach”.

Naszym celem było spróbować burgerów, ale ja postanowiłem skusić się także na reklamowane żeberka:

A więc bierzemy menu i zamawiamy:

Dla mnie żeberka, dla żony i starszych dzieciaków burgery: ognisty i paprika, dla Basi nuggetsy z kurczaka. Do tego dzbanek soku. Najpierw dostaliśmy sok i sztućce:

a potem dania główne. Nuggetsów (12 zł) nie próbowałem, ale Basia zjadła z apetytem:

Grillowane żeberka marynowane w piwie miodowym podane z sosem bbq frytkami i surówkami (18 zł):

Porcja spora i można się najeść. Frytki bardzo smaczne, surówki do bólu klasyczne, kupne. Mięso w żeberkach soczyste, ale … twarde. Zdecydowanie pozycja dla osób lubiących sobie żuć.

W sumie w smaku niezłe, ale ta twardość obniża ocenę zdecydowanie. Sosy. Poprosiłem o dodatkowy majonez i sosu BBQ już nie zobaczyłem…

I teraz burgery. To na nie najbardziej się szykowaliśmy. Milu, który nam je polecał, to człowiek, który na burgerach zęby zjadł, niektórzy z Was zapewne pamiętają go z Przeskoku, gdzie w pierwszym Cheeseburger Slow Food robił arcymistrzowskie burgery. Niestety, od jego wizyty najwyraźniej coś się w Lapidarium popsuło, albo my trafiliśmy na zły dzień. Ale po kolei.

Po pierwsze nikt nie pytał o stopień wysmażenia mięsa. Kiedy się o tym dowiedziałem (byłem akurat na fajce), próbowałem to naprawić i poprosić o mięso wysmażone średnio. Niestety, w momencie pojawienia się burgerów na stole usłyszałem, że było za późno i BURGERY TRAFIŁY JUŻ DO PIECA. DO PIECA!!! Wyglądały ładnie, ale niepokój pozostał. Jak się za chwile okazało – złe przeczucia się sprawdziły.

Paprika Burger (19 zł):

Na zdjęciu tego nie widać, ale bułka jest prawie 2 razy większa od kotleta. I sucha jak wiór. Niby w burgerze mamy sosy, ale jest ich drastycznie mało. Ot, maźnięto bułkę na środku. Niby są warzywa i bekon, ale nie są w stanie nawilżyć całości. Tym bardziej, że mięso także wyschnięte na wiór…

Ognisty Burger (18 zł):

Zdjęcie mówi chyba wszystko… Jeszcze bardziej suchy niż Paprika. Dzieciaki zjadły, ale ja bym to wyrzucił do kosza. Po prostu.

Podsumowując: fajny pomysł na lokal,przyjemna obsługa, fajne miejsce na piwko czy cydr, ale zjeść proponuję jednak gdzie indziej.

Czytaj dalej