Przejdź do treści
Street Food Polska

Natalia w SHOKU

Warszawska Wola powitała w ostatni weekend sierpnia nową restaurację. Oczywiście musiałam się tam wybrać, zachęcona tajsko – japońskim profilem lokalu. Tak więc na samym początku tygodnia odwiedzam SHOKU.


Miejsce bardzo przyjemne, wykonane minimalistycznie, lecz z dużą dbałością o wykończenie i detale. Zajmujemy miejsce na sofach przy oknie i zabieramy się za wybór dań. Menu proste i nieskomplikowane. Pora wczesnopołudniowa, nie jestem zbyt głodna, więc zamawiamy zupę z kaczką, miskę w SHOKU (na dwie osoby) oraz zupę do dania głównego Osuimono.


Obsługuje nas bardzo miła kelnerka, która po niecałych pięciu minutach przynosi lemoniady. Pierwsza z nich to bazyliowa. Wyśmienite połączenie ziół z nutą cytryny. Kolejna miętowa, również na podobnej bazie idealnego balansu kwaskowości.

Miseczki na stole. Próbuję zupę z kaczki. Oczom nie wierzę, jak dużą porcją zostaliśmy uraczeni – ok. 450 ml. W bardzo esencjonalnym bulionie kryjącym w sobie makaron ryżowy (nie próbowałam) oraz pokrojoną na cienkie plasterki pierś, która zachowała swoje wszystkie walory wersji medium, udekorowana kiełkami, kolendrą i natką pietruszki była wyśmienita.

Osuimono, to porcja dodawana gratis w porze lunchu. 150 ml bardzo wyważonego w smaku bulionu rybnego z dodatkiem łososia, w towarzystwie szczypiorku i jakichś klusek, których również nie kosztuję. Przystawka idealna.

Miska w SHOKU zawiera dwie krewetki w tempurze, po dwa kawałki sashimi z łososia i maślany, guacamole, salsę pomidorową, sałatę, pędy bambusa, chilli i kolendrę oraz ryż. Ten ostatni na dnie miał fantastyczny sos i dymny posmak, który mógł by trwać wiecznie. Sashimi świeżutkie, cienko krojone. Zakochałam się w salsie pomidorowej. Zastanawiam się czy można to zrobić z jedzeniem, lecz chyba tak. Guacamole również mi smakowało, choć nie tak bardzo jak towarzyszowi, które wszamał całkowicie.

Krewetka – nigdy, a przenigdy, nie dostałam lepszej! Mięsista, idealnie doprawiona i bardzo chrupiąca. Maczana w sosie sojowym wywołała euforię smaku.

Zostaliśmy oczywiście namawiani, na deser, lecz mimo szczerych chęci, nie podołalibyśmy temu wyzwaniu. Sycące bardzo dania. Tu porcja „na mały głód” i nie zjedliśmy wszystkiego. Kolejny dobry punkt na mapie stolicy.

Наталия Мирослава

Zdjęcia lokalu pobrane ze strony.

Fanpage: https://www.facebook.com/shokuwarsaw?fref=ts

Czytaj dalej