Jakiś czas temu postanowiłem odwiedzić wszystkie warszawskie burgerownie, jednak okazało się to trudniejsze niż myślałem, dlatego na początku odwiedzę te, które „obiły mi się o uszy”. Jednym z takich miejsc jest niewielki lokalik na warszawskim Mokotowie –
Hamburger z Karaibów. W czasie gdy się tam wybierałem wprowadzili do oferty Philly Cheese Steak – czyli właściwie bułkę z serem i wołowiną. Czy jest to idealne w swojej prostocie? Sprawdźmy! Na początek parę słów o samym lokalu.
Jest to bardzo niewielki lokalik, w środku znajdziemy raptem 3 krzesła przy stoliku barowym. Na ścianie markerem znajduję informację, że bułki są przygotowywane na zamówienie. Zaczyna mi się podobać. Udało mi się dostać ostatnią kanapkę tego dnia. I tu informacja: niestety skończyły się podłużne bułki i jeżeli nie będzie mi to przeszkadzać, to mogą zrobić mi kanapkę w bułce burgerowej.
Skoro nie są to zwykłe kupne bułki – nie ma problemu. Kolejne pytanie – czy życzę sobie do kanapki jakieś dodatki? Rucola? Ogórek? Ku wielkiej radości właściciela, popatrzyłem na niego kątem oka, mówiąc oczywiście, że nie. Troszkę cebuli i piri piri dla zaostrzenia będzie w sam raz. W tym momencie bułka ląduje w piecyku, cebula cukrowa na patelni, a właściciel zaczyna siekać piri piri, w trakcie opowiadając co i dlaczego. Na sam koniec na patelnię dosłownie na chwilkę trafia jeszcze krwista wołowina oraz dwa plasterki Mimoletta, który po rozpuszczeniu zlepił kawałki mięsa.
Wszystko to trafia do bułki i do mnie. Jeszcze tylko płacę – 19 zł i zaczynam jeść. To jest to, co tyrgyski lubią najbardziej, solidna porcja średnio wysmażonej wołowiny, której nie bałbym się zjeść, nawet jeżeli byłaby ciut bardziej krwista, sporo łagodnego, może nawet lekko słodkiego sera, delikatna, charakterystyczna ostrość cebuli i zdecydowana, ale nie dominująca ostrość papryczki. Wszystko to zamknięte w… no właśnie, tutaj niestety jedyny minus kanapki. Bułka, chociaż leżała dość długo w opiekaczu, była jednak zbyt mało chrupka, co zresztą chyba nawet widać na zdjęciu. W środku była zupełnie miękka, tak jakby nawet przez chwilę nie widziała żadngo źródła ciepła, natomiast z zewnątrz dosłownie dwa razy usłyszałem moment, w którym ją gryzłem.
Podsumowując, jest to miejsce, które naprawdę prowadzone jest z pasją, chłopaki wkładają w przygotowanie jedzenia dużo serca. Widać, że lubią to co robią i chcą dogodzić każdemu klientowi. Jeżeli chodzi o mnie, na pewno będąc w pobliżu jeszcze tam zajrzę, chociażby spróbować burgera.
Lokale Hamburgera z Karaibów: Warszawa, Puławska 140.
MAPA
Warszawa, Chełmska 13/17.
MAPA
Jadł i fotografował Marcin Malinowski