Przejdź do treści
Street Food Polska

Krótka wizyta w piekle – burrito i Zemsta Luchadora w Guac’n’ole

Pewnego chłodnego dnia, wychodząc z J. z kina w galerii Malta, nabrałem ochoty na zjedzenie czegoś pikantnego. Wybór padł na burrito w Guac’n’Ole, tym bardziej, że lokal ten od pewnego czasu oferuje studentom promocję w postaci dwóch burrito w cenie jednego. Do standardowego zestawu sals dodano ostatnio nową, o wdzięcznie brzmiącej nazwie – „Zemsta Luchadora”, podobno strasznie ostrą. Nie byłbym sobą, gdybym nie zaryzykował własnego zdrowia i nie spróbował takiej nowości.

Zarówno ja, jak i J. wybraliśmy tę samą opcję w kwestii dodatków: wołowina burrito, ser, kwaśna śmietana, fasolka i ryż cytrynowy. Nasz wybór jednak diametralnie różnił się w kwestii salsy: ja wybrałem rzeczoną Zemstę Luchadora, a J. tradycyjną, łagodną salsę pomidorową.

W Guac’n’ole jadałem już kilkakrotnie, i zarówno wtedy, jak i tym razem dodatki były bez zarzutu – dobrze doprawione i po prostu smaczne. Wszystko razem tworzyło udaną kompozycję. Spróbowałem burrito J. i śmiało mogę stwierdzić, że jej salsa dawała radę. Łagodna, pomidorowa, z posmakiem kolendry. Moja salsa to zupełnie inna para kaloszy. Pierwsze gryzy nie zapowiadały ognistego podmuchu, jaki ogarnął mój przewód pokarmowy w połowie burrito. Nie wiem, z czego dokładnie robiona jest Zemsta Luchadora, ale twierdzę, że lwia część to zmielone papryczki chili, i to o sporej wartości wyrażonej w skali Scoville’a. Palenie w przełyku było tak intensywne, że musiałem przerwać konsumpcję na kilka dobrych minut i ochłonąć. Z każdym kolejnym kęsem czułem się niczym Dante Alighieri podróżujący przez kolejne kręgi piekła.

Podsumowując, Guac’n’ole oferuje smaczne jedzenie, a opcja „2 burrito w cenie jednego” to cenowo bardzo korzystna opcja, szczególnie że każde burrito waży 400 lub 500 gramów, a dwa w zupełności zadowolą większość żołądków. Jeśli jednak nie pochodzisz z Indii lub Meksyku, nie masz żelaznego przełyku, nie jesteś rasowym chilliheadem lub masochistą, nie bierz Zemsty Luchadora. Ona pali dwa razy (jeśli wiecie, co mam na myśli).

Guac’n’ole mieści się w Poznaniu, w CH Malta, ul. Arcybiskupa Antoniego Baraniaka 8  

Człowiekiem, który przeżył piekło i jeszcze zrobił zdjęcia jest Kamil Rudzki.

Czytaj dalej