Kielecko-warszawskie spotkanie na szczycie, czyli wizyta w Boca Burgers
Będąc w Warszawie postanowiliśmy nadrobić zaległości towarzyskie. Jako, że z natury jestem leniwy, to postanowiłem upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu: umówiłem się z Marcinem Malinowskim w Boca Burgers. W ten sposób poznałem wreszcie osobiście naszego warszawskiego burgerożercę i mogłem pofolgować swoim hedonistycznym żądzom, czyli w dobrym towarzystwie zjeść dobrego burgera.
Chłopaki w Boca Burgers systematycznie rozszerzają menu i od mojej ostatniej u nich bytności zauważyłem kilka nowych pozycji. Dla siebie już wcześniej zarezerwowałem Boca All In, natomiast wybór mojej żony i Marcina pozostawał niewiadomą. Marcin ostatecznie został królikiem doświadczalnym – Paweł postanowił przetestować na nim burgera, który znajdzie się w menu Boca Burgers w lutym. Natomiast mojej zonie zasugerował Bocy Balboa – burgera ponoć chętnie wybieranego przez kobiety.
Najpierw oddaję głos Marcinowi:
Jakoś tak przypadkiem wyszło, że doszły mnie słuchy, iż Zorż przyjeżdza na chwilkę do Warszawy, więc uznałem, że warto byłoby pójść o krok dalej i przenieść internetową znajomość do prawdziwego świata. Szybka wymiana numerów, pomysłów, pada na Boca Burgers. Okazało, że będzie mi dane również poznać szanowną małżonkę, którą z tego miejsca również pozdrawiam :). Boca to jakby nie patrzeć pewnik, jeżeli chodzi o warszawskie burgerownie. Odwiedziłem to miejsce naście razy i za każdym razem wszystko było świetne. Okazało się, że jeden z właścicieli jest w fazie testów nowego burgera zahaczającego o kuchnię Tex-Mex. Nie podam Wam nazwy, ponieważ w chwili konsumpcji, burger chyba jeszcze jej nie miał. Ale lubię nowości, więc postanowiłem go sprawdzić. Co w nim znajdziemy? Tego ostatecznie jeszcze nie wiadomo, natomiast napiszę co ja w nim znalazłem.
Oczywiście 200 g, soczystej, różowej, wspaniale doprawionej wołowiny, czyli podstawy naszej kanapki. Tutaj ważna informacja – Boca to jedno z niewielu miejsc w Warszawie, w którym pytają o stopień wysmażenia mięsa – ja oczywiście poprosiłem o lekko różowe w środku i dokładnie takie dostałem. Oprócz tego w burgerze znalazłem sałatę, pomidora, czerwoną cebulę, naczosy oblepione rozpuszczonym serem, guacamole oraz dwa sosy – BBQ i pikantna, domowa salsa. Jak dla mnie strzał w dziesiątkę – burger jest bardzo wyrazisty w smaku, bardzo dobrze czuć pikantną salsę, co powinno ucieszyć fanów ostrzejszych dań. O warzywach nie będę się rozpisywał, wszak to tylko warzywa, nie po to przecież zamawiamy burgery. Całość jest delikatnie balansowana przez lekko słodkawe guacamole oraz chrupkie naczosy oblepione fantatycznie ciągnącym się serem. Mam wielką nadzieję, że burger zagości na stałe w menu, ponieważ jest to fajne połączenie składników, którego raczej nie znajdziemy w innych lokalach.
Standardowo w zestawie w Boca dostajemy też frytki, colesław i sos czosnkowy. Właściwie to nie jestem pewien do czego on jest, ja zjadłem go z frytkami. Świetna sprawa, własnej roboty sos czonkowy chyba każdy lubi? A dodatkowo z grubymi frytkami stekowymi tworzą świetne dopełnienie burgera. Frytki nie są tłuste, mogłbyby być posypane np. papryką, ale i tak nie ma na co narzekać. Warto jeszcze wspomnieć o tym, że w lokalu znajdziemy niezły wybór niszowych piw. Ja wybrałem Raciborskie, więcej mi do szczęścia nie było potrzebne.
Kiedy Marcin rozprawiał się ze swoim burgerem, moja żona zaprzyjaźniała się z Bocky Balboa.
Bocy Balboa: wołowina, rukola, suszone pomidory, mozarella, szynka parmeńska, pesto, sos balsamiczny. Solo 24 zł, w zestawie 28 zł.
Podkradłem trochę, więc parę słów napiszę. Bułka – jest inna niż ta, w której jadłem bocowe burgery do tej pory. Bez sezamu, bardziej maślana. Moim zdaniem lepsza niż poprzednia, bo lepiej trzyma burgera. Smak również przypadł mi do gustu. A w środku 200 gramowy, soczysty i dobrze doprawiony kotlet, zgodnie z życzeniem wygrillowany na średnio. Do tego kapitalne połączenie włoskich smaków: rukoli, pesto, pomidorów, szynki parmeńskiej i mozarelli. O ile na początku nieco sceptycznie podszedłem do tego burgera, o tyle kiedy spróbowałem stwierdziłem, że jest to bardzo udana propozycja. Wszystkie składniki świetnie ze sobą współgrają, szynka parmeńska jest wyraźnie wyczuwalna, ale nie dominuje smaku mięsa, warzywa i pesto nadają świeżości. Burger jest niesamowicie lekki i świeży w smaku i warto go spróbować.
Marcin był zadowolony, moja żona takoż, a ja doczekałem się swojego burgerka. Jako jedyny w ofercie podawany jest wyłącznie w zestawie, jest też najdroższy (39 zł). Ladies and gentelmen, przed Wami
Boca All In:
300 g soczystej wołowiny z dodatkiem sezonowanej polędwicy wołowej, sałata, ogórek, pomidor, czerwona cebula, grillowana cebula, podwójny ser, podwójny bekon, teriyaki pulled pork, boca burbon BBQ. I frytki do tego ;) I coleslaw.
Nie wiedziałem, jak się do tego zabrać. Jestem zdeklarowanym przeciwnikiem jedzenia burgerów sztućcami, jednak po dwóch nieudanych próbach objęcia szczękami całości musiałem się poddać i zacząć bydlaka kroić nożem. Nie poprawił mi humoru Paweł, który od niechcenia rzucił, że przychodzą do Boca dwie panie, które bez problemu zjadają tego burgera bez sztućców. No nic, kroję i próbuję.
Matko moja, ależ to dobre! Do tej pory moim faworytem w Boca był burger Zdejm Kapelusz z sadzonym jajkiem. Kiedy jednak poczułem na podniebieniu idealnie wysmażone na różowo mięso, kiedy usłyszałem chrupanie bekonu, kiedy moje kubki smakowe doznały soczystości grillowanej i czerwonej cebulki oraz delikatnego pulled pork – odjechałem. Sos BBQ zawsze mi w Boca smakował, ale chyba dopiero w tym burgerze rozwinął skrzydła.Nie wpychał się na pierwszy plan, ale doskonale nawilżał całość, a jego lekko dymny i śliwkowy posmak był idealnym uzupełnieniem burgera. Zjadłem. Chciałbym napisać, że zjadłem do ostatniego okruszka. Ale trochę bułki zostawiłem. Frytkom i sałatce już nie dałem rady :D Zestaw dla kogoś bardzo głodnego. Ale nawet jeśli mielibyście rady temu burgerowi nie dać – spróbujcie. Zamówcie to na dwie osoby, ale spróbujcie. To jeden z najlepszych burgerów, jakie jadłem. I najbardziej sycących.
Podsumowując: Boca Burgers po raz kolejny nas usatysfakcjonowało. Bocy Balboa okazał się świetnym, lekkim burgerem, którego chętnie będę zamawiał latem, natomiast Boca All In to doskonała alternatywa dla dwudaniowego obiadu. Nie spróbowałem tego no name’a, którego jadł Marcin, ale po wprowadzeniu go do menu nie omieszkam nadrobić zaległości. Po raz kolejny polecamy gorąco. Zdecydowanie warto.



