Kebab wieczorową porą i dramat w trzech aktach. Kielecki wpis podwójny
Dzisiaj dwa wpisy w jednym. Ocokaman podesłała mi krótki tekst o „hamburgerze”, ja miałem krótki tekst o kebabie… Postanowiłem połączyć to w jedno. Zapraszam do lektury:
Dramat w trzech aktach (Ocokaman):
Miejsce akcji: Kielce, Pasaż Świętokrzyski.
Postacie dramatu: hamburger (chociaż w tym wypadku to według mnie, bardzo duże nadużycie) i ja.
Akt I:
Zamówiłam „hamburgera”. Zapłaciłam 6,50 (Chyba? Coś takiego w każdym razie.)
W cudzysłowie bo mięso okazało się drobiowo-wieprzowe. Nie mogło być dobrze, ale nadzieja umiera ostatnia, prawda? (Tak, wiem. Za taką cenę, nie można oczekiwać cudów… ale chociaż przyzwoitość by się przydała)
Akt II:
Mięso-podobny placek wylądował na elektrycznym grillu, podobnie bułka. Kilka sekund i już. Dwa pikle, świeży ogórek, kilka kawałków świeżych pomidorów z marketu (czyli smak waty), pekińska i jakiś dziwny sos. Żółty. Majonezowo-musztardowy? Ciężko stwierdzić.
Akt III:
Gryzę. Pierwsza myśl – mogłam dopłacić i kupić sobie papierosy, wbrew pozorom, były by to lepiej spożytkowane pieniądze…
Bułka tak miękka, wilgotna, jakbym jadła rozmiękczony chleb pełen chemii.
Mięso? To samo. ZERO smaku, jak rozgotowane i wymoczone w wodzie. Okropność. Żóły sos… szkoda słów.
Może i krótko, może i zbyt ogólnikowo… ale „lepiej” się tego opisać nie da, nie rzucając prawdziwym mięsem.
Jedyny plus to obsługa.
Ale niestety obsługa mi żołądka nie zapełni.
Epilog:
Nie polecam.
Kebab wieczorową porą (Żorż):
Mięso rozłożone równo, surówki też, więc ani razu nie wystąpiła sytuacja, że któryś ze składników zyskiwał przewagę smakową. Samo mięso soczyste, dobrze doprawione, fajnie komponowało się zarówno z surówkami, jak i mieszanymi sosami, z których to ostry miał tutaj więcej do powiedzenia. Plusem jest niewątpliwie chrupiące ciasto, które nasiąkło dopiero w końcówce, kiedy sosy spłynęły w dół.
Zjadłem dość szybko, smakowało mi, nie powiem, ale nie urwało też głowy. Kiedy kosztował w promocji 7 zł była to dobra oferta, za 10 zł jednak mam wątpliwości. Raczej pójdę do NURa czy Prosiaczka, gdzie za te pieniądze mam większego kebaba. Podkreślam – ten z Ali Baby nie był zły, ale też nie będę specjalnie go szukał dla zaspokojenia głodu. Może powinienem wziąć co najmniej średni, wtedy miałbym porównanie do tych, które zwykle odwiedzam. Zjadłem, smakowało mi, ale wiernym fanem raczej nie zostanę.
Ali Baba Kebab, Rynek, Kielce



