JajQÑ, czyli historia Jajka, które zachwyciło QÑ’a w Łapu Papu.
Zapytała mnie ostatnio znajoma polonistka: „Ileż razy można jeść te burgery i ciągle o nich pisać?! I po co szukasz nowych miejsc, skoro znalazłeś już lokale, gdzie jest miło i smacznie? Odpowiedziałem: „Zawsze, mając wiele, pragnę czegoś więcej… Pomyśl, czy skoro przeczytałem całego Tolkiena, „Grę w klasy” J. Cortazar’a, „Miasto ślepców” J.Saramago i kryminały Mankell’a, to czy powinienem jeszcze cokolwiek czytać? Czy powinienem jeszcze sięgać po jakiekolwiek nowości, albo ciągle wracać tylko do tych wspomnianych pozycji?”
Polonistka odpowiedziała zdecydowanym głosem: „Nie! Nie! Czytaj „świeżynki” i zacznij koniecznie od „Prezentu” S. Johnson’a”.
Obiecałem, że przeczytam, ale pod warunkiem, że pójdzie ze mną do ŁAPU PAPU (Poznań ul. Garbary 47) na burgera. Tak, znowu na burgera :) Dlaczego akurat tam? Bo tam również czekał na nas prezent, z tym, że w postaci nowego burgera w menu.
ŁAPU PAPU to jedno z pierwszych miejsc, gdzie rozpoczęto serwowanie burgerów w Poznaniu. Już w pierwszych minutach rozmowy z właścicielem wiedziałem, że to człowiek z rzadko spotykaną pasją, można śmiało rzec, że to mocno pozytywnie zakręcony Świr kulinarny :) Amerykańska flaga, powiewająca nad lokalem, to nie żaden chwyt reklamowy, tylko ważny element podpowiadający, skąd pomysł na tego typu lokal.
Właściciel spędził 15 lat w USA, gdzie bacznie i z zamiłowaniem obserwował tamtejszą gastronomię. Kiedy przyjechał do Polski, chodziła za Nim myśl, by stworzyć alternatywę dla fastfoodowych sieciówek z burgerami. Udało się. W lutym 2012r. otworzył lokal, który stał się miejscem odwiedzanym przez tych wszystkich, którzy cenią dobry smak i uczciwe podejście do klienta.
Ok., docieramy z koleżanką na miejsce.
Już na wejściu ujrzeliśmy, przyjemny i ważny dla nas, widok – było bardzo czysto. To niewielki lokal, ale z dobrą wentylacją i klimatyzacją, która sprawia, że chce się tu zostać dłużej, gdy za drzwiami skwar. Nasz zmysł węchu zostaje zaatakowany paletą fantastycznych zapachów.
Zawsze zanim złożę zamówienie, lubię się porządnie rozejrzeć. Zerkam więc tu i tam. Dostrzegam istotne szczegóły. Mięso wygląda mega dobrze. Ale nauczony doświadczeniem, wiem, że wygląd to nie wszystko, wpadam więc na szarlatański pomysł i pytam: „Czy mógłbym powąchać mięso przed usmażeniem?”. Pan z uśmiechem i lekkim zdziwieniem odpowiada: „Tak, proszę”. Ten zapach sprawił, że już wiem, iż trzeba tu zrobić ucztę, a nie tylko zjeść coś na szybko :)
Ok., zamawiamy. Pani polonistka, po wnikliwym przejrzeniu menu, poprawną polszczyzną rzuca: „Poproszę burgera o nazwie MIÓSZTANAS w ciemnej bułce ” (13 zł, skład: wołowina, żółty ser, sałata lodowa, czerwona cebula, ananas i sos musztardowo-miodowy).
Do dnia dzisiejszego koleżanka twierdziła, że nie przepada za burgerami, ale jak tylko zobaczyła to cudo, nie potrafiła powstrzymać się od szybkiego pałaszowania tej pięknej, kolorowej buły. Podobno smak i jakość mięsa genialna, a połączenie ananasa, dodatków i sosu musztardowo-miodowego, doskonałe. Piszę „podobno” bo nie zdążyłem nawet go spróbować (uśmiech). Ja nie do końca jestem fanem słodkich burgerów, ale po tym jak zobaczyłem co z nim zrobiła, w tak krótkim czasie, ciśnie mi się na usta, że to może być najlepszy taki burger w Poznaniu.
Po Miósztanasie zostało już tylko wspomnienie, a teraz czas na moje „spotkanie” z gwiazdą! Za chwilę odwinę z papierka nowość o nazwie JAJKON (zaledwie od 3 godzin w menu). Jeszcze nie zdążyliśmy się poznać, ajuż jest mi bliski – brzmi prawie jak jajQŃ :) Jest to połączenie czerwonej cebuli, świeżego szpinaku, soczystej wołowiny, sera cheddar, chrupiącego bekonu, pomidorów i odrobiny Tabasco.
Jest już przede mną.
Ma chrupiącą (przepyszną!) bułkę. Poprosiłem, by mięso było krwiste i takie otrzymałem. Połączenie tych wszystkich składników bardzo mi przypadło do gustu, doskonałość w każdym kęsie! A sos tabasco, który był dla mnie lekko niepokojącą częścią tej nowości, okazał się najlepszym jej składnikiem! Dla mnie to ścisła czołówka poznańskich burgerów. Więc jeśli chcesz doświadczyć mega uniesienia z JAJKON’em, koniecznie odwiedź to miejsce jak najszybciej, bo w menu będzie ono gościć tylko przez jakiś czas.
Wraz z ostatnim kęsem poczułem, że muszę zjeść tu coś jeszcze. Powtórka burgera z jajkiem? Nie. Postanawiam spróbować kolejnej sezonowej pozycji. Pada na zawiniątko o nazwie: Serioza (serek kremowy, czerwona cebulka, szpinak, wołowina, Ser brie, lazur, feta, cheedar, pomidor i autorski sos ziołowo-czosnkowy). Tym razem wybieram ciemną bułkę.
Kolejne rewelacyjne połączenie. Bardzo dobrze skomponowane smaki. Dla mnie kolejny strzał w 10. Zamówiłem wersję z podwójnym mięsem i przyznam, że zjedzenie całej tej bułki to spore wyzwanie.
Trudno mi ocenić, który z burgerów był lepszy, po prostu zostałem zmasakrowany. Naprawdę szczerze polecam. Lokal mnie oczarował jakością burgerów i estetyką podania. Co też ważne i trudne w sumie do wytłumaczenia, czułem się trochę tak, jakbym był tam bardziej partnerem niż klientem. Ja do ŁAPU PAPU będę wracał na pewno!
Kiedy żegnałem się ze znajomą, z ogromną pewnością w oczach powiedziała do mnie: ”Nie dziwię się, że piszesz te recenzje… trudno przemilczeć takie doświadczenie”.
Ps. Z ważnych informacji dodam, iż trwają prace nad wprowadzeniem frytek, ale to w jaki sposób powstaną i jak mają smakować to temat na osobny artykuł. Podobno mają to być frytki slowfoodowe. W związku z tym, mam małą prośbę. Jak będziecie zamawiać cokolwiek w ŁAPU PAPU, pytajcie zawsze z uporem maniaka KIEDY BĘDĄ TE FRYTKI??? (może wspólnymi siłami przyspieszymy pojawienie się ich w menu).
http://www.poznan.pl/mim/main/wyniki-konkursu-korona-smakosza-2012,p,23791,23984.html
Autorem wpisu i zdjęć jest Daniel „Qń” Konieczny.



