Dzisiaj recenzja nadesłana. Kamil Rudzki testował dla Was hamburgery w krakowskim Hard Rock Cafe. Zapraszam do czytania:
Będąc z wizytą w Krakowie i zwiedzając urokliwe stare miasto ciężko jest nie zgłodnieć. Takież to uczucie dopadło mnie właśnie podczas pewnego niedzielnego popołudnia, postanowiłem więc znaleźć jakieś miejsce blisko rynku żeby sowicie głód mój zaspokoić. Padło na Hard Rock Cafe, z trzech powodów. Po pierwsze, bo blisko. Po drugie, bo burgery. Po trzecie, z czystej ciekawości, czy w hamburgerowej „sieciówce” może być coś wyjątkowego.
Pierwsze co rzuca się w oczy to ceny, dość wysokie jak na polskie standardy. Za najtańszego burgera plus frytki trzeba zapłacić 39 PLN. Raz kozie śmierć. Ja i moja J. zamawiamy po klasyku – Legendarny Burger. Skład najprostszy: 250 gr wołowiny, cheddar, plastry bekonu, ogórek konserwowy, sałata i krążek cebulowy. Do tego domawiam krążki cebulowe z sosem Hickory BBQ w cenie 11 PLN. Około 15 minut później odbieramy.
Pierwsze wrażenie: jest dobrze. Burger zacny rozmiarem, bekon ładnie wypieczony, ser roztopiony. Jak widać na zdjęciu, sałata i pikle podawane są osobno. Do burgera nie jest podawany sos, więc kelner zaproponował nam butelkę ketchupu. Polałem więc i wcinam. W smaku bardzo dobry, składniki współgrają ze sobą, bekon nadaje lekko wędzonego smaku i aromatu, a krążek cebulowy jest duży i dobrze wyczuwalny w smaku. Esencją burgera jest jednak mięso i tu odkryłem jedyną tego dnia, aczkolwiek poważną, wadę HRC. Kotlet był jak na mój gust zbyt wysmażony. Nie żebym był czepialski i nieprzyzwyczajony do dobrze wysmażonych burgerów a’la McD czy BK, ale po wizycie w Moo Moo dnia poprzedniego oczekiwałem średnio wysmażonego kotleta, szczególnie że nie zapytano nas o stopień wysmażenia burgerów. Ogólnie hamburger dobry, ale za tą cenę oczekiwałem czegoś więcej. Frytki natomiast były pyszne, z zewnątrz chrupkie, w środku miękkie, grubo krojone z ziemniaków ze skórką.

Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie natomiast Onion Rings. Krążki były duże, większe niż u konkurencji, w środku soczyste i smaczne. Najlepszym punktem była panierka. O ile w innych lokalach jadałem raczej delikatne krążki, tutaj panierka była bardzo chrupka i wyrazista. W połączeniu z sosem BBQ wypadały świetnie.
Podsumowując, wizytę w HRC odbieram za udaną. Burger bez wątpienia idealny nie był, i sam kotlet w porównaniu z np. z soczysto-różowym burgerem z Moo Moo wypadł zdecydowanie słabiej. W miejscu tym drzemie jednak potencjał, więc może jakiś powrót, ale z intencją spróbowania czegoś innego. Powrót niezbyt szybki, bo niestety HRC uderza po kieszeni o wiele bardziej niż konkurencyjne lokale.
Autorem tekstu i zdjęć jest Kamil Rudzki.
Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.