Flambeeria, czyli taka dziwna pizza
Miejsce niepozorne. Umówiłem się tam z Kaszpirem i dwa razy przeszedłem obok. No ale w końcu trafiłem i zasiadłem do studiowania menu.
Decyduję się na tarte flambee z chorizo, Crème fraîche (francuska śmietana o 35% zawartości tłuszczu), krewetkami, rukolą i papryką chili za 27 zł. Do picia 0,7 l wody mineralnej (11 zł). Po chwili wjeżdża moja tarta flambee:
Jest duża, wielkości średniej pizzy. Ciasto podpłomykowe, przypomina mi takie makaronowe rzucone na gorącą blachę. Kruche i pyszne. Na wierzchu dobre, wyraziste chorizo, rukola (której nadmiar zrzucałem, co bardzo bawiło Kaszpira), soczyste krewetki i pikantna papryka. Śmietana pysznie zapieczona. Całość smakowała bardzo dobrze i na pewno jeszcze do Flambeerie wpadnę, bo pierwsze wrażenie jak najbardziej pozytywne. Jeśli macie czasami ochotę na pizzę, to wpadnijcie do Falmbeerie, ich tarte flambee są świetną alternatywą dla włoskich placków, a przy tym są zdecydowanie lżejsze niż pizza. Tylko ta rukola – w tej ilości zdecydowanie niepotrzebna.
Dziwna ta pizza – pomyślał Kaszpir. Ani okrągła, ani sera… Ale już po pierwszym gryzie ogromnego prostokątnego placka – olśnienie. Proste składniki: kartofle, cebula i biała kiełbasa (23 złote, a w porze lunchu 19 wraz z zupą i owocem) idealnie grają z chrupiącą tartą potraktowaną jeszcze krem fresz, czyli taką hipsterską gęstą i kwaśną śmietaną. Gdyby nie pokaźna zawartość igieł rozmarynu (choinek wszak nie jadam) wymagających babrania się przy ich wyciąganiu, danie byłoby bliskie ideału.
Żorż wylosował nieco gorzej, choć nie chciał się przyznać. Chorizo z krewetkami z ukochaną przez nas rukolą dla mnie już nie było zestawieniem marzeń (27 złotych), ale w karcie na szczęście są także wersje z kurczakiem, łososiem, kozim serem a nawet gruszką z gorgonzollą.
Czy polecam? Jeśli lubicie up… się przy jedzeniu i nie korzystacie z pieprzu i soli – zdecydowanie tak. No bo jakże w hipsterskim anturażu takie gastronomiczne oczywistości jak przyprawy i serwetki miałyby znaleźć się na stołach? Owszem, są w kącie sali, ale obsługa ich nie podaje… „bo tak robimy od początku”.
Porcje dań są duże, więc jeśli jesteście klasycznymi hipsterami to zjecie we dwójkę bez obaw o wasze rurki. Ja na pewno wrócę popastwić się jeszcze nad detalami. Może jesteśmy naprawdę blisko ideału?
Flambeeria – tarte flambee & bar, Hoża 61 (wejście od Emilii Plater 12/14), Warszawa
Facebook: https://www.facebook.com/flambeeria



