English Burger w Yummie
Ostatnio jakoś tak bywa, że jak w Kielcach mam ochotę na burgera, to nogi niosą mnie do Yummie. Nie inaczej było i tym razem. Tak naprawdę nawet nie mogło, bo wyczytałem na ich fanpejdżu, że wprowadzają trzy nowe burgery. Po restarcie restauracji nigdy się nie zawiodłem na tamtejszym jedzeniu, więc buty na nogi, szalik na szyję, kluczyki do samochodu w dłoń i mknę.
Jak już tak domknąłem, to dostałem kartę. Trzy nowe kanapki. Co wybrać? English Burger, Greek Burger czy Mexico Burger? Ostatni odpadł w przedbiegach – za dużo jem ostrego. Grecki jakoś tak mnie nie skusił, no to angielski. Jeden jedyny problem – nie lubię jajka w kanapkach, no ale jakoś tam się przemogę, z nadzieją, że reszta składników nadrobi.
Złożyłem zamówienie i w końcu się doczekałem. Dostałem sporego burgera, co jest już tradycją w tym miejscu. W środku znajduje się spory kawałek mięsa, sałata, pieczarki, jajko sadzone, bekon, cebula i pomidor. Do tego sos musztardowy. Normalnie podawany jest z frytkami lub miksem sałat. Ale nie jestem królikiem, a sumienie chciałem mieć spokojne i się nie obżerać, to uśmiechnąłem się do kelnerki i dostałem z grillowanymi warzywami.
Wziąłem się za jedzenie. No i zaskoczenie in minus. Mięso. Tym razem nie dostałem go średnio wysmażonego, a raczej coś pomiędzy tym a mocno wysmażonym. Ale w sumie tragedii nie było, choć gdyby było tak jak lubię, to całe wrażenie byłoby dużo lepsze. Jednak nie mogę narzekać, bo specjalnie mi to nie przeszkadzało w ogólnej ocenie. Drugą rzeczą in minus były pieczarki. Dziwnie jadło mi się burgera właśnie z nimi. W mojej ocenie powinny być dodawane tylko do schabowego mamy.
Ku mojemu zdziwieniu neutralnie odczułem jajko. Nie mogę napisać, że było super, bo wyszedłbym na hipokrytę, ale wcale mi nie przeszkadzało i szczerze mówiąc, nie wiem czy całość nie straciłaby za dużo bez jajka.
Plus mały – ogólne wrażenie. Mimo mięsa (zaznaczam, bo wcześniej zapomniałem – nie było suche! Tylko po prostu nie różowe w środku) i pieczarek cały burger smakował mi dobrze. Co ciekawe, strzałem w 10 jest sos musztardowy. Żadne keczupy czy BBQ, tylko właśnie ten niepozorny. Wybił smak wszystkiego tak, że nie mogę za bardzo narzekać.
A co w English Burgerze było najlepsze? BEKON! Celowo dużymi literami, bo na to zasługuje. Nie był to boczek, ale prawdziwy bekon. Nigdzie dotąd w Polsce nie jadłem tak świetnie przyrządzonego. A jadłem w wielu miejscach. To niesamowite, ale w połączeniu z małą ilością sosu musztardowego był magiczny.
Słowem końca, burger oceniam na plus. Myślę, że gdybym przy zaznaczeniu zaznaczył jakie chcę mięso to nie byłoby z tym problemu i od razu mógłbym ocenić na duży plus. Kiedyś pewnie tak zrobię, ale teraz muszę odpocząć, bo się najadłem. I następnym razem wezmę Greka
Burgera po angielsku jadł Jakub Waśko.
Yummie znajdziecie w Kielcach w Galerii Echo oraz w Krakowie (Rynek Główny 25).



