Przejdź do treści
Street Food Polska

Dla miłośników well-done, czyli Mateusz w Billy’s

Dzisiaj kolejna nadesłana recenzja. Mateusz sprawdza dla Was, czy w Gdańsku można zjeść dobre burgery. Zapraszam do lektury:

Kilkunastodniowe ferie pozwoliły mi na skromny odpoczynek w Trójmieście i minimalne obadanie rynku gastronomicznego, który ostatnio przeżywa zdecydowany renesans w 3 głównych miastach na Pomorzu. Spacerując uliczkami Gdańska, Sopotu czy Gdyni, możemy dostrzec jak prężnie rozwija się gastronomia w tych miastach, jak bardzo zależy im na podniesieniu standardu, dążeniu do pierwszych gwiazdek Michelina, pozbycia się stereotypu odgrzewanego filetu z dorsza i śmierdzących tłuszczem ziemniaków. Trójmiasto rozwija się ! Jestem w stanie udowodnić to każdemu z wątpiących, zewsząd krzyczą kolorowe reklamy zachęcające nas do spróbowania nowych trendów w ich wydaniu. Cieszy to cholernie oko i przywołuje uśmiech na twarzy.
Mój wybór pada na knajpkę „Billy`s” znajdująca się w CH Madison w okolicach Dworca Głównego w Gdańsku. Dlaczego tam? Właściciele Billy`sa w ostatnim czasie starają się prężnie rozwijać otwierając kolejny lokal, który ma być największym lokalem w Gdańsku. Stawiają na kuchnię typowo amerykańską, bazując na dobrej jakości wołowinie i doskonałych steakach.
Przyglądając się lokalowi dostrzegałem stosunkowo spore zainteresowanie, czyli można uznać to za miejsce w pewnym sensie modne? Kieruję to pytanie do Gdańszczan i liczę na to, iż ktoś udzieli mi odpowiedzi. Wchodzę do lokalu w poniedziałkowy wieczór, kilka stolików jest wolnych, jednak większość zajętych co zdecydowanie mnie cieszy. Obsługa jest bardzo miła, znajduje mi zadowalający stolik i podaje karty. Menu same w sobie jak na mój gust jest odrobinę zbyt rozbieżne, znajdziemy tam startery, śniadania, zupy, ryby, burgery, steaki, zestawy obiadowe, sałatki, desery czyli misz masz ze znacznym ukierunkowaniem na kuchnię amerykańską, nie wykluczając włoskich wpływów.
Niewiele myśląc decyduję się na burgera. Z racji tego, iż jestem z osobą towarzyszącą, decydujemy się na 2 różne. Jako starter dostajemy malutką miseczkę, niesłonego popcornu ( cholernie nienawidzę niesłonego popcornu !!! ). Przy wyborze obsługa udziela szczerych i konkretnych informacji na temat gramatury użytego mięsa, produkcji sosów, doboru dodatków. Na moje pytanie odnośnie stopnia wysmażenia burgera, tłumaczy iż każdego burgera smażą well done ! W tym momencie mina odrobinę mi rzednie i już przestaję się uśmiechać. Motywują to zdolnością do rozpadania się średniowysmażonego burgera, co faktycznie jest możliwe w przypadku złego doboru surowców. Mimo obaw milknę i postnawiam poczekać na efekt.Po kilkunastu minutach dostrzegam wręcz wypływającego w moim kierunku kelnera z dwoma talerzami, mimowolnie ogromny uśmiech spowija moją twarz a ślinianki gwałtownie przyśpieszają produkcję! Pierwszy leci Jack Burger! Wygląda szałowo! Jest piękny, duży, pachnący oczy wychodzą mi z orbit! Zawiera w sobie: burgera wołowego, 2x bekon, krążki cebulowe, sos ostry, warzywa, pikle.

Spoglądam na drugiego burgera i jestem jeszcze bardziej zadowolony :
Jest to ogromny cheeseburger: burger wołowy, 2x ser, warzywa, pikle, sos Jack Daniel`s.
Po zdjęciu górnej bułki, prezentują się cholernie przystojnie:
Do obu zestawów dochodzą frytki oraz klasyczny coleslaw.
Pozachwycaliśmy się odrobinę, czas przejść do konkretów.Pierwsze ugryzienia są nieporadne, nie jesteśmy w stanie zmieścić go do buzi(dosłownie). Staram się w przypadku burgerów używać sztućców dopiero w ostateczności, jednak w tym przypadku jestem do tego zmuszony, co psuje mi frajdę. Kolejne kęsy przynoszą rozczarowanie, jakość dodatków nie jest w stanie uratować najważniejszego: mięsa! Jest suche jak wiór i bardzo średnio doprawione.

Dodatkowo co kilka kęsów znajduję w nim ziarenka gorczycy, które też mnie odrzucają. Nie mam zamiaru nawiązywać tu do mojego klasycznego burgera, jednak ziarenka wypadające z mięsa są nie fajne i psują już kompletnie wizerunek tak pięknego mięsa ! Po kilku minutach trzymanie go w ręku graniczy z cudem, wręcz spieprza mi z ręki przewracając się na wierzch, wygląda to tak :

Dolna bułka praktycznie nie istnieje. Tych kilka czynników zniechęca mnie i planuję się poddać, jednak walczy ze mną kulinarna ciekawość czy może zaskoczy mnie coś pozytywnego. Powoli, uparcie dążąc do celu, zjadam go po kawałeczku krojąc sztućcami i pomagając sobie dłońmi. Zdjęcie samego burgera żeby pokazać wysmażenie go na wiór :
Podsumowując : Burgery kosztują 26.90 zł, dodatkowo dostajemy frytki i coleslawa jestem przekonany, że nie jest to ich własna produkcja co znacznie psuje efekt. Cena jest wysoka, nie zapłaciłbym drugi raz tyle. Burger po wystygnięciu jest niejadalny, smakuje jak kawałek płyty wiórowej a bułkę można zdecydowanie porównać do trocin (podobnie frytki). Głównym problemem jest mięso, które jest niewłaściwie przyrządzane. Znacznie smaczniejszy okazał się Jack burger z bekonem, który jakoś tam nadawał określony smak. Plusem jest ostry sos, podobno przygotowywany na miejscu z cebuli i pomidorów.
Warto wspomnieć także o obsłudze, która do końca pozostała bardzo kompetentna i rzeczowa, mimo mojego niezadowolenia z jedzenia, jestem w stanie zostawić im napiwek za fajną obsługę.
Zastanawiam się nad resztą pozycji z kart, jednak posmak burgera odstrasza mnie w pewnym stopniu. Jeżeli właściciele planują wkrótce otwarcie nowego lokalu z tak wielkim rozmachem jak nagłaśniają to media, to mam nadzieje, że zrobią porządek z burgerami.Autorem wpisu i zdjęć jest Mateusz Suchecki.

Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.

Czytaj dalej