Przejdź do treści
Street Food Polska

Chyży Wół i baton z frytury, czyli Marcin na Food Truck Undercover

Philly Cheese Steak, czyli północny wschód Stanów Zjednoczonych –  zaliczony, Gumbo – głębokie południe –  zaliczone, teraz przyszedł czas na jedną z najbardziej popularnych kanapek rodem z Nowego Jorku, czyli kanapkę Reuben. Przepis na nią jest strasznie prosty, bierzemy bułkę i pakujemy do środka mnóstwo wołowiny, sera, kapusty kiszonej i sosu rosyjskiego bądź sosu tysiąca wysp. Ale co kraj to obyczaj, dlatego postawoniłem sprawdzić jak to wygląda u nas. Z pomocą przyszedł mi nowy food truck – Chyży Wół.

Menu mają narazie bardzo skromne, ponieważ znajdziemy tam na razie 3 pozycję – kanapkę klasyczną, kanapkę z ozorkiem wołowym oraz wyżej wspomnianego Reubena. Zamawiam, dostaję informację, iż trzeba będzie poczekać i po około 10 minutach odbieram moje wspaniałe zawiniątko, z którym szybko biegnę do samochodu, żeby nie wystygło.

Początkowo miałem pewne obawy, czy uda mi się najeść tą kanapką, ale po odwinięciu jej z papieru i rozłożeniu do zdjęcia moje obawy szybko poszły w zapomnienie. Kanapka była całkowicie wypełnioną mięsem. I to jakim mięsem – w tym przypadku było to fantastyczne pastrami. Wspaniałe, soczyste kawałki, marynowanego mostka wołowego, tak delikatne, że prawie rozpływały się w ustach. Do tego spora ilość topionego sera, kwaśna kapusta kiszona oraz delikatnie ostry sos rosyjski. Wszystko to zapakowane w lekko chrupiącą, ciemną bułkę.

Rozkosz od pierwszego do ostatniego gryza. Kanapka kosztuję równe 20zł, ale za tą cenę otrzymujemy naprawdę mnóstwo pysznej wołowiny (wg. menu 100% wołowiny red angus/limousine). Na koniec zapytałem właściciela, gdzie można ich znaleźć w Warszawie i niestety na razie nigdzie. Najbliższa okazja na spróbowanie ich specjałów to promowana oczywiście przez Street Food Polska impreza – Soho Food Market 8-9 lutego. Dodam jeszcze, że cała zabawa odbywała się w ramach Food Truck Undercover przy piętnastu stopniach mrozu, dlatego zdjęcia musiałem robić na kolanach w samochodzie, ponieważ było naprawdę masakrycznie zimno.

Na koniec postanowiłem sobie jeszcze troszkę osłodzić życie i w Wheel Meal zamówiłem „pieszczonego batona” (5zł), czyli batona Mars w cieście naleśnikowym, na chwilę zanurzonego we fryturze. Rozpuszczony karmel i czekolada w cieście, na patyku. Świetna sprawa, szczególnie gdy chce się kogoś uciszyć. Strasznie zakleja podniebienie. Ale na deser jest w sam raz:

Dogadzał sobie mimo mrozu Marcin Malinowski.

Czytaj dalej