Przejdź do treści
Street Food Polska

Burger Challenge, czyli burger doskonały (przepis nadesłany)

Nie wiecie co zrobić na pyszną kolację? Albo jutrzejszy obiad? Nie chce Wam się wyjść z domu, żeby zjeść na mieście? Proponujemy pysznego hamburgera własnej roboty. A może zapoczątkujemy nową, świecką tradycję i w niedziele będziemy wrzucać przepisy? Co Wy na to? Czekam na Wasze opinie! A teraz zapraszam do czytania i gotowania, autorem tekstu jest smakosz ukrywający się pod nickiem Hrabicz.

W trakcie kulinarnych podróży po pięknym mieście Kielce Żorżowi objawił się burger idealny w VooDoo Steakhouse&Pizza. Potraktowałem to jako swoiste wyzwanie do stworzenia czegoś doskonalszego i pod każdym względem przewyższającego rzeczonego burgera. Postanowiłem to uczynić a na koniec głosem Romka Kostrzewskiego zaryczeć nad moim dziełem „Stworzyłem piękną rzecz!”
Tutaj linkdla ciekawskich :)
Nikt nie mówił, że będzie łatwo i prosto. Zaczynamy od mięska czyli kwintesencji dorodnego burgera. Można iść na łatwiznę i kupić mielone mięso w Tesco, Lidlu czy innej sieciówce. Za kilkanaście złotych otrzymamy około 500g zmielonego psa z budą, kilkoma okolicznymi gołębiami i piłką dziecka sąsiadów. O nie! Nasz burger zasługuje na coś lepszego. Udajemy się do sklepu który sprzedaje MIĘSO i tam nabywamy śliczną wołowinkę, którą sympatyczna pani mieli na naszych oczach.
W ramach dygresji powiem że z dużym sentymentem wspominam instytucję „butchera” czyli naszego swojskiego „rzeźnika” występującego w Anglii. Szczerze powiem, że chcąc przyrządzić w Anglii tatara spotkałem przekompetentnego osobnika, który pomógł mi wybrać najlepszy do tego celu kawałek mięska. Pomijam fakt, że sama idea pożarcia tego mięsa na surowo wraz z surowym żółtkiem wydała się owemu osobnikowi wyjątkowo obrzydliwa i spowodowała niego odruch jaki u mnie powodują konferencje programowe Prawa i Sprawiedliwości. Chyba trafiłem na gościa z misją.
Kiedyś indziej opowiem o fenomenie angielskiej kuchni w postaci ciastek z wieprzową mielonką „pork pie”.
Wracamy do burgera.
Jesteśmy już w posiadaniu pół kilo pięknej zmielonej wołowinki bez niechcianych dodatków i do listy zakupów dodajemy:
– czerwoną cebulę
– białą cebulę
– czosnek
– ogórki „Kozackie” z firmy Provitus – ogóreczki lekko marynowane w zalewie musztardowej, idealne dla naszego burgera
– Pimento chilli sauce – firmy Heinz, moja fanaberia – w sumie można użyć każdy ostry sos
– dowolny ketchup w ramach własnych upodobań
– musztardę, kto woli pikantniejsze wybierze Dijon, kto łagodniejsze inną, choć Pimento swoje i tak zrobi w kwestii ostrości
– ser topiony w plasterkach – wedle uznania, rozmach firm produkujących serki zostawia duże pole do popisu
– pomidor firmy pomidor
– sałatę i resztę rzeczy które życzymy sobie żeby się w naszym burgerze znalazły
– bułki do burgera – tutaj mamy dowolność, w sieciówkach dostępne są gotowe buły do burgerów, ewentualnie buła z ulubionej i sprawdzonej piekarni
– czteropak piwa
– nie podaję w ramach zakupów rzeczy które znajdują się chyba w każdym domu typu pieprz, sól, oliwa z oliwek, jajka, tarta bułka i inne oczywiste oczywistości
Obładowani zakupami wracamy do domu i przystępujemy do przygotowań burgera.
Otwieramy pierwsze piwo i sączymy je w trakcie poniższych czynności.
Mięsko po obwąchaniu i popróbowaniu na surowo (dobra wołowinka na surowo pachnie i smakuje rewelacyjnie, kto się nie zgadza jest kulinarnym impotentem) wrzucamy do pojemniczka gdzie będzie przygotowywane.
Do mięsa dodajemy: musztardę, oliwę, rozbełtane jajko, drobno siekaną biała cebulę i takiż czosnek, pieprz, sól, ciutkę Pimento. Mieszamy, mieszamy, mieszamy i zmieszane (nie wstrząśnięte) zostawiamy w lodówce na kilka godzin żeby się przegryzło.
Po przegryzieniu dodajemy tartą bułę, ilość dodanej jest nieokreślona. Po prostu mięsko po dodaniu buły i wymieszaniu ma łatwo formować się w kotleciki jakie chcemy mieć w środku naszego burgera.
Otwieramy i spożywamy drugie piwo.
Do smażenia burgerów używam stekowej patelni, ma to znaczenie jeśli dążymy do ideału gdyż:
patelnia maksymalnie rozgrzana i leciutko podlana oliwą przyjmuje w objęcia naszego burgera, wszelkie niepotrzebne płynne rzeczy z mięska zostają na patelni a nasz burger otrzymuje brązowe sympatyczne prążki. Chińczycy mówią, że przez oczy otrzymujemy połowę doznań smakowych a my przed sobą będziemy mieli miss burgerów.
W tym czasie burgerowa buła przekrojona na pół ląduje w opiekaczu w celu nabrania chrupkości.
W tak zwanym międzyczasie produkujemy sos, który dopieści naszego burgera. Tu sprawa jest otwarta w zależności od kulinarnych upodobań, mój sos wygląda następująco:
– ketchup
– musztarda Dijon
– Pimento – opcjonalnie
Istotne jest to żeby sos nie stykał się bezpośrednio z bułą, w późniejszym procesie ostatecznego podgrzewania burgera, dodajemy go na warzywa, mięso, gdziekolwiek byle daleko od buły.
Sos w zetknięciu z bułką powoduje jej rozmiękanie a tego nie chcemy. Rozmoczona buła przypomina nam potrawę śniadaniową z lat 70-80 pod tytułem „bułka z mlekiem” Nawet mój pies po tym wymiotował.
Otwieramy trzecie piwo.
Podgrzane w opiekaczu (chrupiące!) bułki łączymy z pokrojoną w plasterki czerwoną cebulą (jest znacznie delikatniejsza od zwykłej a nadaje burgerowi nutki pikanterii), plasterkiem sera, sałatą, ogórkiem kozackim, pomidorkiem i co tam chcecie jeszcze.
Złączoną całość zamykamy w piekarniku na kilka minut dla nabrania odpowiedniej konsystencji sera.
Ostatnim piwem popijamy pysznego burgera.
VOILA!
Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.