Przejdź do treści
Street Food Polska

Bułka z kotletem i sałatka dla królika, czyli jak nie robić burgerów

Zachciało mi się hamburgera. Dobrego, soczystego burgera w miękkiej bułce z piklami i sosami. Po wizycie w Warszawie i ostatnio w VooDoo, moje oczekiwania co do tej kanapki są jasno sprecyzowane: soczysty, duży kotlet wołowy, mięciutka bułka, pikle lub chrupiące warzywa i sosy. Całość ma się ledwo mieścić w ustach, a sok ma spływać po palcach i brodzie. Bekon mile widziany. Nie pogardzę również apetycznie roztopionym wyrazistym serem.

W Kielcach nie jadłem jeszcze hamburgerów w dwóch miejscach: Gin – Ger i Yummie. Ponieważ byłem akurat w Galerii Echo postanowiłem skorzystać z okazji i udałem się do restauracji Yummie. Zamówiłem Yummie Burgera (19 zł – frytki w cenie) i małą Pepsi (4 zł), zapłaciłem, usiadłem i czekam.

Po około 15 minutach dostałem swoje zamówienie:

Sałata podana osobno mnie zdziwiła – to dla królika? Nie mam. Ach… Należy ją sobie samemu włożyć do bułki lub jeść osobno. Osobliwy pomysł jak dla mnie. Spróbowałem. Porwana w kawałki sałata, trochę marchewki i kilka piórek cebuli, sterta kiełków na wierzchu i w tle daleko wyczuwalny jakiś sos na bazie torebki typu Knorr Sałatkowy. Łeeeee, nie dla mnie. I na pewno do burgera nie pasuje. Odstawiłem i już nie wracałem.

Frytki posoliłem, popieprzyłem i zaczynam jeść. Szału nie ma. Twardawe, w ogóle nie chrupkie. Połowę zostawiłem, bo po wystygnięciu były po prostu niesmaczne.

Ale, ale. Głównym bohaterem wieczoru miał być Yummie Burger. Spokojnie, nie zapomniałem. Chciałem tylko wprowadzić Was w klimat. Na pierwszy rzut oka spoko – duży jest:

Ale jak zajrzałem pod bułkę…

No to już k…wa jakieś jaja są! Nawet w najgorszych fast foodach ser jest ZAPIEKANY ! Położenie 3 zimnych plasterków sera topionego nie na kotlecie, ale na zimnym kiszonym ogórku na pewno nie spowoduje jego rozpuszczenia, szczególnie jeśli bułka była ledwo letnia. Ogórek – 3 grube, twarde plastry. Dodatkowo wychładzały kanapkę. Bułka – góra sucha, dół miękki. Żadnego sosu! Całość równie sucha co Kanapka Zbójnicka w McDonald’s. Gdyby nie Pepsi zatkałbym się tym jak zlew po osiemnastce.
Sam kotlet znośny – zaledwie znośny. Właściwie jedyny jego plus to wielkość. I tyle. Nie najlepiej doprawiony i za długo smażony. Brak mu było tej soczystości, którą posiada choćby McRoyal, czy slow burgery z burger barów. Jadłem, bo naprawdę starałem się znaleźć w nim coś pozytywnego, ale niestety. W końcu dałem sobie spokój.

Podsumowując: za 19 zł wolę kupić dwa McRoyale lub Luizjana Burgera. Gdyby do tej kanapki dodano jakieś sosy, może byłoby to zjadliwsze. Ale to co dostałem było kompletną porażką. Nie warte tych pieniędzy. Wydumane podawanie sałaty osobno działa zdecydowanie na niekorzyść – wolałbym jeden liść dobrej, chrupiącej, nieprzyprawionej niepasującym sosem sałaty w kanapce niż surówkę dla królików w misce. A brak sosów jest już dla mnie kompletnie niezrozumiały. Gdyby burger był odpowiednio wysmażony, być może własnym sosem nawilżyłby tę kanapkę. Tutaj czułem suchą bułkę, twarde kiszone ogórki i źle doprawione mięso. To na pewno nie był smak dobrego hamburgera. Raczej bułki z kotletem mielonym, takiej, jaką zabiera się na szkolną wycieczkę. Sama wielkość burgera nie wystarcza, przynajmniej nie mnie.

P.S. Nie jestem w swojej ocenie odosobniony – obejrzyjcie sprawozdanie Mocnego.

Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.

Czytaj dalej